Nauka św. Tomasza jest daleka od purytańskiego fundamentalizmu, który domagałby się wymuszenia cnoty całą potęgą aparatu państwowego.

Istota sporu społecznego leży dzisiaj w ustaleniu granic państwowej tolerancji zła. Święty Tomasz daje nam w tej sprawie bardzo precyzyjne uwagi.

Po pierwsze: prawo państwowe zakazuje jedynie takich złych czynów, które przynoszą innym ludziom bezpośrednią szkodę, a więc sprzeciwiają się cnocie sprawiedliwości. Nie zakazuje ono czynów, które sprzeciwiają się cnocie męstwa lub wiary, lub umiarkowania. Ochrona zatem życia jest sprawą ze swej istoty fundamentalną, o randze kluczowej, innej niż takie wartości, jak trzeźwość czy czystość.

Po drugie: prawo państwowe zakazuje jedynie poważniejszych przewinień, od których większa część społeczeństwa potrafi się powstrzymać. Ocena możliwości moralnych społeczeństwa jest oczywiście oceną socjologiczną. Może ona różnie wypaść w różnych krajach, różnie też może być przez ustawodawców interpretowana.

Pytanie, które grzechy mają być karane przez państwo, a które mogą być z konieczności tolerowane, jest pytaniem, które ma swoją warstwę i etyczną, i polityczną. Odpowiedź na pytanie o godziwość czynu przynależy do sfery wiedzy etycznej (poziom scientia), natomiast odpowiedź na pytanie o reakcję państwa na ten czyn przynależy do sfery sztuki politycznej (poziom ars).

Nie ma wątpliwości, że czyn grzeszny w swej istocie jest zły, bez względu na to, czy jest popełniony w Polsce, Japonii, Irlandii czy Uzbekistanie. Ale na poziomie politycznym mogą być proponowane różne rozwiązania cywilno-prawne w zależności od oceny społeczeństwa, jego nastrojów i możliwości.

Polityk chrześcijański może zatem być zdania, że lepiej będzie, jeśli jakiś zły czyn nie będzie w danym państwie karany, czy też będzie potępiony symbolicznie. Musi być jednak przekonany, że karalność tego czynu przyniesie gorsze jeszcze napięcie społeczne. Przy ocenie tego, co w danym społeczeństwie jest możliwe i jakie napięcia grożą, ustawodawca nie winien jednak wpadać w małoduszność, zbyt tragicznie odmalowując demoralizację społeczeństwa.

Prawo państwowe spełnia również rolę wychowawczą i wzmacnia ład moralny. Gdy więc polityk oceni, że wprowadzenie karalności złego czynu jest politycznie w danym społeczeństwie realne, i to przeprowadzi, może to zaowocować wzmocnieniem struktur społecznych i etosu tegoż społeczeństwa, a w konsekwencji – wzmocnienia państwa.

Ponieważ niełatwe rozstrzygnięcia tego typu są decyzjami politycznymi, jako takie podlegają dyskusji. Nie są zaś absolutne. Nauka św. Tomasza jest daleka od purytańskiego fundamentalizmu, który domagałby się wymuszenia cnoty całą potęgą aparatu państwowego. Co więcej, Akwinata przestrzega nawet chrześcijańskich ustawodawców przed nadmierną gorliwością we władaniu mieczem władzy państwowej. Mówi, że jeśli „nowe wino” (wskazania dotyczące doskonałego życia) „zostanie wlane w stare bukłaki” (będzie narzucone ludziom niedoskonałym), to i „bukłaki się rozerwą i wino się wyleje” (wskazania zostaną odrzucone, a ludzie niedoskonali z pogardy dla prawa staną się jeszcze gorszymi).

Polityk chrześcijański, który uczestniczy w tworzeniu prawa, czyni to, opierając się na wartościach etycznych; kieruje się jednak również obserwacją faktów socjologicznych. W praktycznym poszukiwaniu rozwiązań, uwzględniając różnorakie potrzeby państwa, musi on brać pod uwagę realia społeczne, jakie spostrzega. Jego decyzje nie są więc prostym przełożeniem na język prawa samych zasad moralnych. Rozwiązania polityczne, jak każdy sąd sumienia, wiążą się z pewną dozą ryzyka, twórczości i samodzielności.

Natomiast Kościół, wspólnota duchownych i świeckich żyjących tajemnicą łaski, nie rezygnując z ukazywania horyzontu etycznego, ma przekonywująco ukazywać miłosierdzie Boga, ma pokazywać moc rzeczywistej, nadprzyrodzonej miłości. Jeżeli prawdą jest, jak mówi św. Paweł, że tam „gdzie wzmógł się grzech, tam jeszcze obficiej rozlała się łaska” (Rz 5,20), to najbardziej palącym zadaniem chrześcijan jest nadanie tej prawdzie wiarygodnej czytelności.

Fragment książki Wojciecha Giertycha OP „Malchusowe ucho”, która ukazała się w Wydawnictwie „Kairos” w 2000 roku. Pierwodruk tekstu ukazał się w „Tygodniku Powszechnym” 31 stycznia 1993 roku.

Tytuł i lead od redakcji Dominikanie.pl.