Oddanie pokłonu w stajni nowonarodzonemu Jezusowi to zapowiedź wywyższenia Chrystusa na krzyżu.

Pokłon królów dokonuje się w tym, co nie sugerowałoby bóstwa Chrystusa – w nędznej stajni. Właśnie dlatego, w tamtym wydarzeniu, jesteśmy zobowiązani zobaczyć nadzieję, dla każdego z nas.

Misterium – tajemnica spotkania tego co niskie, z tym co wysokie, wywraca istniejący do tej pory porządek. To królowie mający wiele powinni być widziani przez nas jako posiadający władzę, tak jak widział ich współczesny im świat. Tymczasem to w Chrystusie objawia się Boże królowanie. Chociaż dla świata narodziny dziecka nie były niczym nowym, do tego w takich warunkach. Dla wierzących stały się istotą i paradoksem Bożej miłości.

Chrystus zstępuje na ziemię, by podźwignąć upadły lud. W Bożym Narodzeniu objawia się Jego ludzka natura. Królowie nawiedzając Chrystusa w żłobie, odkrywają w nim kogoś większego niż oni. Tam dostrzegają jego bóstwo.

„Dopiero Epifania nadaje pełny sens wcieleniu, pokazuje nam odkupienie w jego pełni, odnosi je do Boskiej czystości i wysokości” – pisał Odo Casel OSB. I jak gwiazda wskazywała królom drogę do Chrystusa, tak teraz On ma się stać dla nas światłem – wysoko wschodzącym Słońcem, które ma pokazać nam odpowiednią drogę. Ta w konsekwencji prowadzić będzie przez krzyż do Zmartwychwstania. Tak, abyśmy sami mogli świecić tym światłem.

Nie ma Epifanii bez stajenki. Wywyższenia bez odkrycia upokarzającej natury grzechu. Trzeba jednak zauważyć, że jest to droga. Królowie wiele przeszli, aby odkryć Chrystusa. Być może ktoś będzie na te drogę wychodził z jeszcze dalszego miejsca niż biblijny wschód. Nasz kraniec świata wydaje się być dużo dalej.

Dla pierwszych Ojców Kościoła naturalne było to, iż Epifania – objawienie staje się teofanią – objawieniem Boga. Współcześnie mamy z tym problem. To, że nie rozumiemy tych pojęć skutkuje niezrozumieniem istoty tego wydarzenia (i na odwrót). Dla nas 6 stycznia to dzień bliski końca Okresu Bożego Narodzenia, gdzie kluczowe są tylko złoto, kadzidło i mirra. Potem gubimy gdzieś za sobą Bożą epifanię powracając do codzienności. Tymczasem dla pierwotnego Kościoła spotkanie Jezusa z królami było dopiero początkiem teofanii Chrystusa.

„Z trzech zatem przyczyn dzień ten przyjął tę nazwę (epifanii) – bądź dlatego, że wtedy podczas chrztu Chrystus został objawiony ludom albo, że w tym dniu za pośrednictwem gwiazdy został objawiony magom, albo że objawił się wielu, dokonując pierwszego znaku, gdy zamienił wodę w wino” – pisał św. Izydor z Sewilli, wielki biskup żyjący na przełomie VI i VII wieku. Chrystus rozpoczyna objawianie w spotkaniu z królami, poprzez chrzest w Jordanie i cud (objawienie – sic!) na weselu w Kanie Galilejskiej.

Królowie pomagają nam odnaleźć w Chrystusie prawdę. W Nim objawia się prawda. W chrzcie w Jordanie objawia się moc sakramentów. W Kanie Galilejskiej udowadnia nam, swoją wszechmoc w naszej codzienności. W czym potrzebujemy, żeby Mesjasz się nam objawił, tam Go zaprośmy!

Żeby zrozumieć królów, warto, by Chrystus spotkał się z nami w tym miejscu, które dla nas jest Jego stajnią. W naszym życiu musimy odkryć ten paradoks, którego oni doświadczyli. To w naszym żłobie jest nadzieja, że jeżeli narodzi się tam Bóg i oddamy Mu w nim pokłon, On wskaże nam drogę!