Tak Bóg umiłował świat, że dał swojego Syna Jednorodzonego; każdy, kto w Niego wierzy, ma życie wieczne.

Nagrania kazań na niedzielę:

 

Kościele święty, nie zapomnę ciebie
 Kościele święty, nie zapomnę ciebie

Komentarze z miesięcznika „W drodze”:
Misja Syna Bożego

 Krzysztof Kocjan OP

 2 Krn 36, 14-23 • Ps 137 • Ef 2, 4-10 • J 3, 14-21

Słowa, które dziś słyszymy, ogniskują w sobie całą treść Ewangelii: Bóg tak umiłował świat, że Syna swego Jednorodzonego dał, aby każdy, kto w Niego wierzy, nie zginął, ale miał życie wieczne. Jeśli jesteśmy gotowi przyjąć i uwierzyć w to, co usłyszeliśmy, nie pozostaje nic innego, jak w uwielbieniu adorować tajemnicę zbawienia.

Chciałbym jednak się zatrzymać przy trzech prawdach zawartych w dzisiejszej Ewangelii. Po pierwsze: przy prawdzie o wszechmocy i wolności Boga, które są podstawą Jego miłości. Bóg jest Tym, który stworzył świat, kocha ten świat i chce go zbawić. Jego działaniu nic nie może przeszkodzić – ani diabeł, ani grzech. Czasami jest w nas pokusa dualistycznego myślenia, zgodnie z którym Bóg stworzył świat, ale diabeł pokrzyżował Mu plany i wobec tego Bóg walczy teraz z grzechem. Ale to nieprawda: Boże działanie nie zostało zakłócone: Bóg stwarza, Bóg kocha i Bóg zbawia – zapraszając do jedności z sobą.

Z tą pierwszą prawdą związana jest kolejna: Bóg nie potępia. Potępienie jest odrzuceniem Boga, potępia się ten, kto nie chce Go przyjąć. Dla tego, kto jest w jedności z Synem, nie ma już potępienia. My niestety mamy czasem pokusę, aby kogoś potępić: zerwać wspólnotę z osobą, której postępki nam się nie podobają. Tyle że wtedy jest to zaprzeczenie misji Syna Człowieczego.

W czym zatem obecna jest misja Syna Bożego? Pan Jezus przywołuje obraz miedzianego węża na pustyni. Gdy w konsekwencji grzechu na lud przyszła śmierć, ten, kto spojrzał na miedzianego węża, którego Bóg polecił wykonać Mojżeszowi, odzyskiwał zdrowie. Wąż na pustyni był obrazem Bożego miłosierdzia, a Syn człowieczy jest Bożym miłosierdziem. Skoro Boże miłosierdzie objawiało się w kawałku metalu, to tym bardziej jest obecne w naszych uczynkach miłosierdzia. I tak jak Bóg pomimo naszych słabości udzielił nam swojego życia, tak pragnie, by przez nas Jego miłość przemieniała świat.

 

Łaską jesteście zbawieni przez wiarę
Łaską jesteście zbawieni przez wiarę

Słowo miłości

Marek Pieńkowski OP

2 Krn 36, 14-23 • Ps 137 • Ef 2, 4-10 • J 3, 14-21

Dzisiejsze teksty przypominają dwie kluczowe prawdy Bożego objawienia. Obie niezwykle ważne, ponieważ zakreślają główne linie naszego ludzkiego pojmowania rzeczywistości.

Najpierw prawda o Bogu: że jest „bogaty w miłosierdzie”. Może najprościej powiedzieć, że miłosierdzie to po prostu miłość Boża (a więc sama Jego istota: objawiono nam przecież, że Bóg jest miłością!) rozważana w relacji do naszej ludzkiej grzeszności. Słyszymy dziś, że Bóg w swoim miłosierdziu „posłał Syna nie po to, aby świat potępił, ale po to, by świat został przez Niego zbawiony”. Bóg pragnie, aby zostało w pełni naprawione i wzbogacone to, co popsuliśmy przez grzech, i dlatego posyła Zbawiciela; gdyż sami z siebie nie jesteśmy w stanie przywrócić zaburzonego ładu.

Równocześnie słyszymy, że „łaską jesteśmy zbawieni przez wiarę”. Dlatego, po przyjęciu w wierze tej zasadniczej prawdy o Bogu – miłosiernym Ojcu, trzeba przyjąć (w końcu także w wierze…) zasadniczą prawdę o człowieku.

Powiedziano bowiem o nas samych, że „jesteśmy dziełem Bożym, stworzeni w Chrystusie Jezusie dla dobrych czynów, które Bóg z góry przygotował, abyśmy je pełnili”. W tym jednym zdaniu odkrywamy dwie niezwykle ważne sprawy.

Po pierwsze, sens mojego życia to nie tyle sprawa tego, czy zrobię większą czy mniejszą karierę zawodową (z czego nie wynika, że nie należy jej robić!); nie tego, czy będę bardziej czy mniej zamożny, a nawet, czy będę bardziej czy mniej zdrowy. Sens mojego życia zależy przede wszystkim od tego, ile w tym życiu zrobię dobra.

Po drugie, Bóg z góry przygotował dla każdego z nas dobre czyny, które mamy pełnić; a to oznacza, że nikt nie jest z góry skazany na bezsens. Życie każdego człowieka może mieć głęboki sens, jeśli tylko stara się on czynić jak najwięcej dobra.

To nie znaczy, że raz na zawsze jesteśmy bezpieczni, poza zagrożeniem zła, destrukcji i bezsensu; gdyż zaniedbanie dobra, a tym bardziej czynienie zła, niszczy i w końcu prowadzi do degradacji; co więcej – nie tylko osobistej, ale też społecznej i politycznej, o czym świadczy zarówno historia ludu Izraela (2 Krn), jak i… historia Kościoła.

Bóg jest „bogaty w miłosierdzie”. W szczególności oznacza to, że słowo Boże, nawet jeśli jest trudne do pojęcia, nawet jeśli wymaga od człowieka przekraczania samego siebie w wypełnianiu go, jest słowem miłości. Bóg i dziś „lituje się nad swym ludem”. Słowo Boże niesie w sobie moc: możemy tą mocą przemieniać nasze życie.

 

Trzeba, by wywyższono Syna Człowieczego
Trzeba, by wywyższono Syna Człowieczego

Światłość w ciemności

Maciej Biskup OP

2 Krn 36, 14-23 • Ps 137 • Ef 2, 4-10 • J 3, 14-21

Od dzieciństwa jesteśmy przyzwyczajeni do obecności krzyża; jego widok nas nie przeraża. Wiara w wywyższonego na krzyżu Boga może jednak pozostać infantylna i naiwna, podczas gdy powinna stać się głęboka i dojrzała. Na zdrowy rozum, trudno jest zobaczyć Boga w ukrzyżowanym, trudno zobaczyć „światło, które przyszło na świat”.

Medytując nad tajemnicą krzyża, odkrywamy, jak wielkie przerażenie i zwątpienie wywołała w uczniach, niepotrafiących pojąć słabości Mistrza – tego, że przez ukrzyżowanie stał się pohańbiony, czyli zgodnie z teologią żydowską odrzucony przez Boga. Św. Paweł mówi, że dla nas stał się przekleństwem, stał się grzechem. W Księdze Powtórzonego Prawa (21, 23) czytamy: „bo wiszący jest przeklęty przez Boga”. Trudno w przegranym, osamotnionym człowieku zobaczyć Boga Prawdziwego, zobaczyć zwycięstwo i uzdrowienie. Twierdzenie, że w słabości może być moc, że Bóg zwycięża, stając się bezbronny, wydaje się niedorzecznością. My, współcześni, panicznie uciekamy przed ofiarą, powątpiewamy w to, że w miłości można pójść aż tak daleko. Zbigniew Herbert pisał w Rozmyślaniu Pana Cogito o odkupieniu: „Nie powinien przysyłać syna / zbyt wielu widziało / przebite dłonie syna / jego zwykłą skórę / zapisane to było / aby nas pojednać / najgorszym pojednaniem / zbyt wiele nozdrzy / chłonęło z lubością / zapach jego strachu / nie wolno schodzić / nisko / ratać się krwią / nie powinien przysyłać syna / lepiej było królować / w barokowym pałacu z marmurowych chmur / na tronie przerażenia / z berłem śmierci”.

Dlaczego Jezus wybrał tak skrajne odrzucenie, niezrozumienie? Jest tylko jeden powód: „tak Bóg umiłował świat (…) aby każdy, kto w Niego wierzy nie zginął (…)”. Ten, który jest po trzykroć święty, stał się grzechem, „abyśmy my byli święci i nieskalani przed jego Obliczem”. Ten „Błogosławiony, który przyszedł w imię Pańskie”, stał się przekleństwem, abyśmy my, którzy przez grzech nieustannie wchodzimy w przestrzeń przekleństwa, odzyskali błogosławieństwo. Ten, który jest jedno z Ojcem, został odrzucony, abyśmy zostali przygarnięci przez Boga. Ten, który jest „światłością prawdziwą, która oświeca każdego człowieka, gdy na świat przychodzi”, zstąpił do piekieł, do krainy ciemności, krainy bez Boga, abyśmy się stali „dziećmi światłości”. Tak Bóg pokochał nas, że poszedł na krańce ludzkiego serca i zamieszkał w naszej ciemności, by przezwyciężyć ją światłem jednoznacznej woli zbawienia każdego bez wyjątku. Chrystus zaszedł w swej miłości tak daleko, bo to Boska, a nie ludzka miłość.