Panie Jezu, daj nam zrozumieć Pisma, niech pała nasze serce, gdy do nas mówisz.

Nagrania kazań na niedzielę:

 

Oni podali Mu kawałek pieczonej ryby
 Oni podali Mu kawałek pieczonej ryby

Komentarze z miesięcznika „W drodze”:
Zawrotna kariera pieczonej ryby

 Adam Szustak OP

 Dz 3, 13-19 • Ps 4 • 1 J 2, 1-5a • Łk 24, 35-48

Bardzo lubię wszystkie fragmenty Ewangelii opowiadające o spotkaniach zmartwychwstałego Jezusa z uczniami. My, chrześcijanie żyjący dwa tysiące lat po tych wydarzeniach, jesteśmy już do nich bardzo przyzwyczajeni i trudno nas czymkolwiek zaskoczyć, skoro tyle razy o nich słyszeliśmy. Wtedy jednak, mimo wcześniejszych zapowiedzi Jezusa, trudno było sobie wyobrazić, że to się naprawdę stało. Zaskoczenie apostołów, ich zdumienie i niedowierzanie, budzi moją ogromną sympatię i zachwyt. Szczególnie lubię drobne, z pozoru nieistotne szczegóły. Takie jak pieczona ryba.

Jest coś cudownego w tym, że zmartwychwstały Jezus podczas spotkań z uczniami, którzy mieli pewnie tysiące pytań i próbowali zrozumieć rzeczy niewytłumaczalne, siada z nimi do stołu, prosząc, by podali coś do jedzenia. Jednocześnie ten posiłek ma się stać drogą do poznania Jego natury, Jego nowego człowieczeństwa odmienionego przez zmartwychwstanie. Jego ciało jest realne, choć inne, jest namacalnie materialne, choć niepodległe prawom fizyki. Można Go było dotknąć, włożyć palec w Jego rany, a jednocześnie przechodził przez zamknięte drzwi. Prawa tego świata Go nie obowiązywały, ale ryba, którą spożył, podlegała normalnemu procesowi trawienia.

Jest w tym posiłku coś jeszcze bardziej niezwykłego. Otóż Jezus w swoim przebóstwionym człowieczeństwie po zmartwychwstaniu jest jednocześnie jakby w dwóch rzeczywistościach: tu i tam. Ta pieczona ryba w Jego ustach nagle przeskakuje z jednego świata do drugiego, z doczesności w wieczność. Wiem, że brzmi to może trochę dziwnie, ale dla mnie to niezwykła perspektywa. Będąc z Jezusem zmartwychwstałym, zanurzając swoje życie w Jego życiu, dotykamy już wieczności, wykraczamy poza to, co tylko doczesne. Ta zawrotna kariera pieczonej ryby to zaproszenie dla każdego z nas – zjednoczenie się z Jezusem w największym możliwym stopniu sprawia, że stajemy się mieszkańcami nieba. Będąc w tym świecie, możemy też dotknąć tamtego. To nic innego jak opowieść o przebóstwieniu, którego początek jest możliwy jeszcze przed śmiercią.

 

Pokutujcie i nawróćcie się, aby grzechy wasze zostały zgładzone
Pokutujcie i nawróćcie się, aby grzechy wasze zostały zgładzone

Obrońca u Boga

Maciej Roszkowski OP

Dz 3, 13-19 • Ps 4 • 1 J 2, 1-5a • Łk 24, 35-48

Dokładne brzmienie listu św. Jana jest nieco inne niż to, którym posługujemy się w liturgii. „Rzecznik” (adwokat), którego mamy, nie jest naszym „rzecznikiem” wobec Boga, ale u Boga. Nie jest to różnica bez znaczenia. Tym, kto nas oskarża, nie jest bowiem Bóg, lecz – jak to napisano w Księdze Apokalipsy – szatan (Ap 12, 10). W związku z tym warto pamiętać o dwóch sprawach.

Po pierwsze, oskarżenia szatana nie odnoszą się jedynie do perspektywy sądu, który następuje po śmierci człowieka. Szatan jest tym, który oskarża nieustannie, „dniem i nocą”. Jest tym, który stale widzi nasze życie i który formułuje coraz to nowe oskarżenia mające wykazać zło naszych uczynków i zło nas samych.

Po drugie zaś, szatan nie oskarża nas jedynie bezpośrednio wobec Boga, lecz także w sposób pośredni – w obrębie naszej psychiki. Oskarżycielska działalność szatana jest bardziej perfidna niż można by przypuszczać na podstawie tradycyjnych przedstawień, w których występuje jako rozpoznawalny przeciwnik człowieka. Szatan ukrywa przed nami swoją twarz. Działa, podszywając się pod nasze myśli i uczucia. Perfidia sięga granic, gdy podszywa się pod samego Boga, chcąc nam Go przedstawić jako tego, który chce naszej zguby, który stale szuka sposobności, by skazać nas w swoim sądzie.

Ostatecznie szatan usiłuje nas przerazić tym, kim jesteśmy. Przerysowuje naszą grzeszność, zaburza właściwą proporcję grzechów, które popełniamy. Oskarża naszą przeszłość i teraźniejszość. A kiedy wpadamy w przerażenie, tracimy nadzieję na przyszłość. Wobec złej nowiny o nas samych, horyzonty nadziei naszego życia stają się coraz węższe, coraz bardziej skrojone na miarę przestępcy-recydywisty, który niesie w sobie smutną wiedzę o sobie samym, o swojej niemożności życia w inny sposób niż dotychczas. To dlatego potrzebujemy potężnego Obrońcy.

Chrystus nie jest tym, który broni nas przed naszym Ojcem. Nie jest nim, bo takiego obrońcy nie potrzebujemy. Chrystus broni nas przed tymi naszymi myślami, które inspiruje szatan. Chrystus występuje w obronie nas i nadziei, którą w sobie nosimy. Jego światłość – i tylko ona – jest w stanie rozpraszać mroki oskarżeń, które zostają w nas podstępnie złożone. „Wnieś ponad nami światłość Twoją, Panie”. Wołajmy o nią do Boga, bo tylko w obecności tego światła mrok smutku nie jest w stanie odebrać nam nadziei.

 

Piszę do was, żebyście nie grzeszyli
Piszę do was, żebyście nie grzeszyli

Będziecie świadkami

Cezary Jenta OP

Dz 3, 13-19 • Ps 4 • 1 J 2, 1-5a • Łk 24, 35-48

Grupa młodych ludzi postanowiła się spotykać na wspólnej modlitwie i czytaniu Słowa Bożego. Na co dzień byli prawnikami, lekarzami, informatykami… Robili karierę w świecie, który nie sprzyjał rozmowom o wierze. Przyznawanie się do tęsknoty za życiem inspirowanym przez Pana Jezusa było w nim źle widziane. Od kilku miesięcy gromadzili się w prywatnych mieszkaniach, by wspierać się w wierze i pogłębiać swoje rozumienie Biblii. Pełni dobrej woli i entuzjazmu wgryzali się w natchnione teksty.

Gdy do nich trafiłem, szybko przekonałem się, że właściwie nie znają Starego Testamentu. Obraz wierzących żydów z czasów Pana Jezusa ograniczał się do obłudnego faryzeusza bezdusznie zachowującego przepisy Prawa, a Bóg był odległym i niedostępnym władcą panującym „na tronie z marmurowych chmur”. Niektórzy z nich byli bardzo zdziwieni, gdy wyjaśniałem, dlaczego Prawo było konieczne w historii narodu wybranego, ile możemy się nauczyć od starotestamentalnych postaci. Zachwycali się miłosną Pieśnią nad pieśniami czy wzruszającymi fragmentami Izajasza.

Podobni byli do apostołów w wieczerniku, których Pan Jezus przekonywał do trzech rzeczy. Po pierwsze, by się nie bali, by napełnili serca pokojem, bo zło i śmierć zostały pokonane, skoro On stoi między nimi żywy. Po drugie, że zmartwychwstał jako Bóg wcielony i teraz mogą dotknąć Jego ciała, zobaczyć Jego rany, poczęstować Go pieczoną rybą. Zatem zbawienie dotyczy nie tylko wyżyn duchowych, ale całej rzeczywistości ludzkiej. Wreszcie po trzecie: wydarzenie, którego są świadkami, można zrozumieć jedynie w świetle pism Prawa, Mojżesza, Proroków i Psalmów. Ta błyskawiczna katecheza zakończyła się rozesłaniem: „Wy jesteście świadkami”.

Przez dwadzieścia wieków sytuacja niewiele się zmieniła. Jeżeli uczniowie Chrystusa mają stać się zaczynem przemieniającym oblicze kancelarii adwokackich i sal sądowych, szpitali i przychodni, firm maklerskich i parkietów giełdowych, muszą łączyć w sobie trzy elementy. Odwagę zakorzenioną w świadomości, że Jezus żyje i jest z nami przez wszystkie dni aż do skończenia świata. Taka odwaga wynika z osobistego spotkania z Mocą Zmartwychwstałego. Wiarę, że wcielenie Boga nie kończy się na krzyżu i śmierci Jezusa, ale jest integralną częścią zmartwychwstania i dlatego żaden obszar ludzkiego życia nie jest wyłączony spod zbawczej mocy. Wiedzę płynącą z solidnego studiowania i rozumienia obu Testamentów. Jeśli to nastąpi, nie będziemy musieli się zastanawiać, czy Polska jest jeszcze krajem katolickim.