Święci chrześcijańscy, w tym także ci najbardziej dyskretni i łagodni, to ludzie ogarnięci wielką pasją: płonie w nich nie tylko pragnienie Boga, ich serca porusza nie tylko piękno i cierpienie świata, ale wszyscy są gotowi przeżywać pasję Chrystusa.

Ludzkie poczucie sprawiedliwości każe nam oczekiwać, że w życiu doczesnym ludziom dobrym oszczędzone zostaną bolesne doświadczenia. Ale rzeczywistość jest inna, ponieważ to często właśnie sprawiedliwi i niewinni muszą na ziemi najwięcej wycierpieć od swoich (fałszywych) ludzkich braci. To także oni muszą się mierzyć z trudnymi próbami moralnymi i duchowymi, to te jasne dusze diabeł najchętniej atakuje. Zamiast współczuć im i narzekać, trzeba starać się zrozumieć. Spróbować zrozumieć to, co niewytłumaczalne, czy wręcz nie do zniesienia, przyświecając sobie światłem świętych.

Przejdź do sklepu Wydawnictwa W drodze

Diabeł jest przebiegły, wiemy to. Aby rozszerzyć swoje imperium, stara się uwieść słabych, a jednocześnie nękać tych, którzy nie służą jego sprawie, którzy poświęcają się Bogu. Proboszcz z Ars mówi o tym bardzo wyraźnie: „Demon kusi tylko dusze, które chcą wyrzec się grzechu i te, które są w stanie łaski. Inne i tak należą do niego, więc nie ma potrzeby ich kusić”.

Diabeł napastuje debiutantów, straszy ich, aby zagrodzić im drogę, zakwestionować dobre postanowienia i skłonić do rezygnacji z nich. Ale kieruje swoje ataki szczególnie przeciwko tym, którzy już znacząco posunęli się na drodze świętości i są najbliżej Boga. Jego wściekłość oznacza, że z najwyższym wysiłkiem stara się wyrwać Bogu duszę świętego, doprowadzić go do rozpaczy i spowodować jego upadek.

Przypomina to chrześcijanom, że droga prowadząca do świętości jest drogą heroiczną, wymagającą samozaparcia i poświęcenia siebie. Nie ma w sobie nic ze spokojnej, bezpiecznej wędrówki, jest ryzykowna. Kręci, wydaje się znikać lub błądzi. Jest wołaniem, modlitwą, płaczem, milczeniem. Nigdy nie prowadzi po spokojnych równinach, ale biegnie ze szczytów w przepaści, z radosnych dolin na strome zbocza. Święci chrześcijańscy, w tym także ci najbardziej dyskretni i łagodni, to ludzie ogarnięci wielką pasją: płonie w nich nie tylko pragnienie Boga, ich serca porusza nie tylko piękno i cierpienie świata, ale wszyscy są gotowi przeżywać pasję Chrystusa. Gotowi poznać zdradę, upokorzenie, niesprawiedliwość, gwałt, pogardę, opuszczenie przez Boga, skazanie na śmierć. Niektórzy dochodzą do końca, to znaczy aż na górę krzyża, do niezwyciężonego blasku Paschy. Innych ogarnia strach, jeszcze inni uginają się pod zbyt ciężkim brzemieniem. Droga do świętości nie ma w sobie nic pasywnego, ponieważ kolejne doświadczenia rozwijają i utrwalają cenne zalety i cnoty, od odwagi po cierpliwość, od czujności po pokorę, od dobroci po nadzieję. Nie ma też w sobie nic z doloryzmu, ale z uwagi na zerwanie z kondycją śmiertelników i odmowę paktowania ze złem może piętrzyć wokół siebie przeszkody i gromadzić wrogów, w tym głównego przeciwnika. Nienawidzi on tych, którzy działają na rzecz dobra, tych, którzy trudzą się i ogołacają na drodze do doskonałości. Georges Bernanos w swojej pierwszej powieści Pod słońcem szatana, której publikacja w 1926 roku zrobiła duże wrażenie, łatwo odkrywa strategię Złego: „Dlaczego skłócił tylu ludzi na ziemi, po której pełzają jak zwierzęta, czekając, aż następnego dnia ich przykryje? To ciemne stado samo idzie ku swojemu przeznaczeniu… Jego nienawiść zarezerwowała dla siebie świętych”.

Diabelskie szturmy są więc przeznaczone dla dusz silnych, a przynajmniej takich, które zaszły dość daleko, dość wysoko w kierunku Królestwa; dla tych, które swoim życiem i wewnętrznym pięknem nieustannie dają świadectwo wobec ludzi zrezygnowanych albo sceptycznych. Niezależnie od tego, jaką przyjmuje formę, spotkanie z Szatanem jest etapem ważnym i nieuniknionym na drodze do doskonałości. W pewien, jakkolwiek bardzo nieprzyjemny, sposób dostarcza precyzyjnej wskazówki co do rozwoju życia duchowego.

Jednym z pierwszych tematów, omawianych przez baronową Joannę de Chantal z jej kierownikiem duchowym, biskupem Franciszkiem Salezym, było nie co innego, tylko diabeł. W jednym z listów adresowanych do niej w 1604 roku Franciszek Salezy używa bardzo trafnego i pocieszającego sformułowania: „To bardzo dobry znak, że Wróg tłucze się i piekli przy drzwiach, bo oznacza to, że nie zdobył jeszcze tego, czego chce”.

Podobnie jak przy grze w szachy, Szatan stara się zawładnąć najważniejszą figurą. Atakuje najchętniej przyjaciół Boga, świadków świata transcendentnego, przekazujących światło. Bierze się najpierw za „szefa”, celuje w pasterza stada, aby zdezorientowane owce wystraszyły się i rozproszyły. Fakt, że zostaliśmy zauważeni przez Złego, może więc w pewien sposób być źródłem satysfakcji, oznacza bowiem, że stanowimy przeszkodę dla jego planów i, służąc Panu Najwyższemu, jesteśmy dla diabła zniewagą.

Wielkie duchy są zawsze poddawane najtrudniejszym próbom. To tak, jakby nieunikniony, przerażający etap – spotkanie ze Złym – był miarą Bożego wyboru. „Uważaj za pewne, pisał ojciec Pio do jednej ze swoich duchowych córek, że im bardziej jakaś dusza jest przyjemna Bogu, tym bardziej będzie wystawiona na próbę. W konsekwencji – odwagi! – i idziemy nieustannie do przodu!”. To oczywiście nie Bóg zsyła udręki, żeby ocenić jakość miłości i siłę wiary; to diabeł, stając w poprzek drogi, stanowi przeszkodę dla tak wielkiej miłości i, rozdrażniony, stara się spowodować upadek pielgrzyma – w lęku, bluźnierstwie, rozpaczy, absurdzie. Toteż same w sobie szturmy demona nie stanowią kryterium świętości osoby, której dotyczą, wyznaczają jednak decydujący etap na drodze uświęcenia. Wobec agresji świata ciemności człowiek sprawiedliwy nie pozwala wzbudzić w sobie niepokoju i nie ustępuje. Pokłada ufność w świetlistej potędze Ducha, która zmusi Szatana i jego zbirów do wycofania się. Wie również, że walka nie zostanie definitywnie rozstrzygnięta i że będzie musiał nieustannie czuwać na murach obronnych.

Ewagriusz z Pontu pisze o tym jasno: „Im bardziej dusza wzrasta, tym silniejsi są przeciwnicy, którzy jej się kolejno przeciwstawiają. Bo nie przypuszczam, żeby to stale te same demony kręciły się wokół niej”.

Ten wielki asceta z IV wieku ma niestety rację: Diabeł dysponuje liczną służbą domową. Rozważanie słów Jezusa opisujących dynamiczny powrót ducha nieczystego (Mt 12,43–45 i Łk 11,24–26) przyprawia zresztą o ból głowy. Duch nieczysty, stwierdza Jezus, po wyjściu z człowieka błądzi, nie znajdując odpoczynku, toteż decyduje się na powrót do domu, z którego został przepędzony. Zastaje dom czysty, posprzątany, wymieciony.

„Wtedy idzie i zabiera ze sobą siedem innych duchów gorszych od siebie. Wchodzą tam i mieszkają. I to, co się dzieje później z tym człowiekiem, jest gorsze od tego, co było wcześniej”.

Fragment książki Jacqueline Kelen „Diabeł woli świętych”, która ukazała się nakładem Wydawnictwa W Drodze.