Aby Bóg mógł być w pełni aktywny w naszym życiu, musimy być w pełni otwarci; to pokora nas otwiera, pozwalając nam rozpoznać swoją pozycję jako stworzeń.

Kontemplacja w naszym życiu jest uczestnictwem w wewnętrznym życiu Boga. Polega na poznaniu afektywnym, które w całości jest nakierowane na miłość. Jest ono darem Boga przewyższającym wszystkie inne. (…) Skoro życie to wzywa nas do działania, które jest, mówiąc jasno, boskie i do którego nic nas w naszej naturze nie predysponuje, wymaga ono specjalnego powołania i wyboru, jakiego może dokonać tylko Bóg.

Postawy, do których wzywa życie kontemplacyjne to po pierwsze wierność oblubienicy oraz wierność obecności Bożej. Wyczuwamy, że nasza wierność powinna być stała, jednak dostrzegamy, że jest pełna luk. Tylko Najświętsza Panna w każdej chwili pozostawała wierna; u nas zawsze istnieją chwile, gdy wymykamy się z objęć Boga. Stanowi to źródło cierpienia w życiu kontemplacyjnym i może być bardzo zniechęcające.

Istnieje jednak jeszcze bardziej fundamentalna postawa: ufność, która zanurza nas w Bożej miłości, wierności i upodobaniu do nas. Postawa ta jest głębsza i daje znacznie więcej pocieszenia niż wierność. Pośrodku naszych nie-wierności spotykamy Boże upodobanie, ponieważ Bóg pra-gnie na powrót nas przygarnąć. Najświętsza Panna nie chce nas zdawać tylko na nasze możliwości i pragnie z powrotem przyprowadzić nas do życia kontemplacyjnego, dlatego zawsze stoi po naszej stronie i idzie za nami.

Kontemplatyk według św. Augustyna to „ten, który jest kochany przez Boga”. W życiu kontemplacyjnym inicjatywa zawsze należy do Boga. Jednak aby w tej przyjaźni było miejsce na wzajemność, musimy kochać Boga tak, jak On kocha nas. Innymi słowy, musimy pozwolić Bogu kochać siebie w nas; musimy mieć własną miłość Pana, aby nią Go kochać.

Skoro inicjatywa zawsze należy do Boga, naszą najbardziej zasadniczą postawą winna być wiara i ufność. Najsilniejszą pokusą dla kontemplatyka jest zniechęcenie; naszym schronieniem jednak, naszą wiarą przeciw zniechęceniu, jest trzecia postawa — pokora.

Zbyt często zniechęcenie bierze się z braku pokory. Ciągle myślimy, że jesteśmy kimś. Pokora zmierza głębiej niż skrucha. Pozwala nawet oderwać się od naszych przewinień i uniknąć jałowego żalu, który wywołuje urazę czy niezadowolenie z samych siebie. Jeśli nie jesteśmy z siebie zadowoleni to dlatego, że nie wierzymy prawdziwie, iż jesteśmy niczym. Gdy jesteśmy pokorni, nasze przewinienia zbytnio nas nie dziwią.

Jednej rzeczy powinniśmy być zupełnie pewni, a mianowicie, że gdy Bóg pozwala upaść swym wybranym, to czyni to dla ich większego dobra — aby ich ukorzyć. Jeśli bowiem po upadku natychmiast ukorzymy się przed Bogiem, na powrót wkroczymy w Bożą wolę i będziemy wielbić samo zezwolenie, które kazało nam zgrzeszyć. Oto jak daleko musi zajść kontemplatyk.

Rozważmy teraz kontemplatyczkę par excellence, jaką jest Najświętsza Panna. Gdy wyczujemy, że Bóg pragnie, aby nasze życie kontemplacyjne rozwijało się w szkole Najświętszej Panny, powinniśmy uznać to za największą łaskę.

Zycie kontemplacyjne zakłada zawsze upodobanie — wybór dokonany z miłości. Maryja została wybrana, nie przez kontrast z grzesznikami, ale spośród świętych. Została wybrana spośród świętych, aby stać się ich Królową i ukochaną Matką Naszego Pana. To upodobanie spowodowało, że całe Jej życie stało się kontemplacyjne tą chrześcijańską kontemplacją, która ma obejmować wszystko. Tego zaś nie potrafi kontemplacja filozoficzna.

Znakiem jak i skutkiem tego upodobania jest Niepokalane Poczęcie, twórczy wybór Boga dający pełnię łaski. Ze strony Boga był to wolny wybór, a nie rezultat własnych zasług Maryi. Być może jednym z powodów, dla których protestanci przeciwstawiają się temu dogmatowi, jest to, że widzą boskie macierzyństwo jako funkcję, a nie jako upodobanie; widzą w nim jedynie służbę, podobną do służby apostołów i kapłanów. (Nie można mówić, aby ci ostatni byli predestynowani do swej służby).

Tajemnica Maryi polega na tym, że była predestynowana do bycia Matką Boga przez całą wieczność, w odwiecznym planie boskim. Jest matką, nie tylko w ekonomii Wcielenia, ale wiecznie. Jest Matką w chwale. Mając to w pamięci, możemy zrozumieć, jak wspaniale te trzy postawy życia kontemplacyjnego były w niej urzeczywistniane.

Pokora

Najbardziej fundamentalną cnotą Maryi była pokora. Błędy, które przytrafiają się nawet najbardziej świętym osobom, te małe akty zwracania się ku sobie, które powodują, że wysuwamy siebie na pierwszy plan, że jesteśmy z siebie zadowoleni lub dajemy upust miłości własnej — wszystkie one są grzechami pychy. Pycha to bardzo powszechny grzech, odnajdywany we wszystkich złych uczynkach, a w niewielkim stopniu nawet w grzechach nieumyślnych. Zawsze mamy skłonność, by coś sobie przypisywać, nawet te z najbardziej boskich darów.

Jeśli Bóg pragnął, aby Najświętsza Panna była niepokalana, to przede wszystkim ze względu na Jej pokorę. Była Ona pokorą samą i dlatego właśnie była zawsze wierna.

Aby Bóg mógł być w pełni aktywny w naszym życiu, musimy być w pełni otwarci; to pokora nas otwiera, pozwalając nam rozpoznać swoją pozycję jako stworzeń.

Będąc jednak istotami obdarzonymi duszą (a co za tym idzie, osobami), aby zachowywać całkowitą otwartość, która przystoi stworzeniu, musimy być świadomi, że jesteśmy ni-czym. Gdy zaczynamy domagać się dla siebie uznania, zamykamy się na dar Boży. Jaka jest nasza pokora, taka jest Boża miłość i nasze uświęcenie. Najświętsza Panna była doskonałe pokorna i dlatego mogła otrzymać wszystkie łaski, jakie Bóg chciał Jej dać. Na czym jednak polegała Jej pokora?

Różniła się ona znacznie od pokory Piotra i Marii Magdaleny. Maryja nigdy nie musiała ćwiczyć cnoty skruchy (chociaż rzeczywiście ją posiadała, nie będąc bezgrzeszną cle iure jak Chrystus, ale przez łaskę). Pokora w nas jest zawsze zmieszana ze skruchą i żalem. U Maryi pokora przybrała formę absolutnej prostoty. Jest Ona jedyną świętą, która nigdy nie patrzyła na siebie.

Maryja była najuboższym ze stworzeń („Błogosławieni ubodzy w duchu”). Nigdy nie przypisywała sobie żadnej łaski, ale przyjmowała wszystko jako dar; celebrowała większość z darów Bożych, nie, by się nimi cieszyć, ale by zbliżyć się do Boga. W ten sposób wspinała się coraz wyżej. Przyjęła wszystkie swe łaski, nie patrząc na nie. W błogosławionej wizji, w samym Bogu, Maryja w dniu Wniebowzięcia odkryła cud, że Bóg w Niej zadziałał. Dopiero wtedy spojrzała na siebie.

Pokora dała Jej wielką prostotę, która w tak wyrazisty sposób objawiła się w dniu Zwiastowania. Jej postawa była zupełnie inna od postawy na przykład św. Małgorzaty Marii Alacoque, która wyraziła swą niegodność, kiedy Bóg objawił jej sekrety swego serca. Małgorzacie Marii Jezus odparł: „Gdybym znalazł kogoś jeszcze mniej godnego, wybrałbym go”.

Jedyną odpowiedzią Najświętszej Panny było: „Oto ja służebnica Pańska”. Wyrażenie swej niegodności wskazuje, że ciągle jeszcze wierzymy, że jesteśmy kimś. Gdybyśmy byli prawdziwie przekonani o naszej „nicości”, wiedzielibyśmy, że nie ma żadnej zależności między tym, kim jesteśmy, a tym, czego Bóg od nas pragnie. Inaczej, wiedząc, że Bóg jest wszechmocny, powiedzielibyśmy: „Oto ja służebnica Pańska”.

Nic nam tak nie przydaje prostoty jak pokora. Komplikacje biorą się z próby bycia kimś. Prostota jest pracą Boga w nas. Bierze się z radykalnej i głębokiej pokory. Podobnie pokora jest jedną z najmilszych cnót, ponieważ daje nam wolność dzieci Bożych.

Pokora Maryi była także wielkoduszna. Jej odpowiedź: „Oto ja służebnica Pańska” była odpowiedzią sługi, sługi nieużytecznego. Bóg jednak prosił Ją o boską służbę. Zatem musiała mieć nie tylko postawę sługi, ale także wielkoduszność. Podobnie my: jeśli Bóg prosi o służbę Bożą (jak to się dzieje w przypadku życia kontemplacyjnego), powinniśmy zdobyć się na to, by zmierzać do czegoś wielkiego — co zawiera się już w samym znaczeniu wielkoduszności. Korzeniem prostoty Maryi była tak głęboka pokora, że mogła być jednocześnie wielkodusznością. Prawdziwa prostota zakłada nie tylko pokorę i bezinteresowność, ale także wolność od rozproszenia i fragmentaryczności. Małe dzieci tak naprawdę nie są proste, ponieważ ich zachcianki ciągną je w różne kierunki. Tylko dzieci Maryi są naprawdę proste. Prostota zakłada życie skupione wokół czegoś wielkiego: Bożego dobra. Nic się dla nich nie liczy oprócz woli Bożej: na tym polega wielkoduszność. Aby posiąść tę boską wielkoduszność, musimy być bardzo pokorni, ponieważ musimy stać się orędownikami pragnień Ducha Świętego, a nie zadowalać swych własnych.

Wielkoduszność oznacza, że nie jesteśmy do niczego przywiązani oprócz woli Bożej i Bożego sposobu patrzenia na rzeczy. Żadna inna praca nie może nas zadowolić, nawet gdyby było to organizowanie kongregacji czy zakładanie klasztoru. Nic samo w sobie nie wystarcza, aby nas zadowolić, zawsze powracamy do naszej jedynej troski: „Czy to jest wolą Boga? Czy w tej działalności będę mógł wejść w bliższą jedność z Bogiem?”

Ta wielkoduszna pokora tworzyła prostotę Maryi, prostotę wypływającą z Jej ubóstwa ducha. To ostatnie wynikało z pełni łaski Jej Niepokalanego Poczęcia. Módlmy się, aby Najświętsza Panna udzieliła nam tej prostoty.