Dominik pojął jasno, że do tego, by głosić Krzyż, bynajmniej nie wystarczą mądre wywody. Potrzeba świadków podobnych do obrazu Zbawiciela, wydanego za życie świata.

We współczesny Kościół uderzają gwałtowne burze, które bynajmniej nie oszczędzają zakonników i wspólnot zakonnych. W innych okresach naszych dziejów wystarczyłoby być może odnowić formy, które przyjęliśmy w naszym życiu, oraz sposoby naszej służby Kościołowi; obowiązuje nas to zawsze, nasze zaś kapituły bezustannie nam o tym przypominają. Dzisiaj jednak to już nie wystarczy. Jeżeli spojrzymy na istotę pytań, które rodzą się w sercach ludzi dzisiejszego, szybko zmieniającego się świata, zgodzimy się, że szczególnym pytaniem, przed którym nie możemy się uchylić, jest to zasadnicze: „A wy za kogo Mnie uważacie?” (Mt 16,15). Chodzi tu bardziej o nasze życie z Chrystusem, nie tylko o naszą wiarę w Niego. Jeśli bowiem nie jesteśmy ogarnięci przez Chrystusa, nasze słowa będą czcze, a nasze życie zakonne pozbawione sensu. 

„A wy za kogo Mnie uważacie?” (Mt 16,15)

O odpowiedź na to pytanie prosi was ten, który – acz niegodnie – zastępuje wam św. Dominika. Niech sprawi Bóg, aby wasza odpowiedź wypłynęła z głębi serc, jak niegdyś z ust apostoła: „Panie, do kogóż pójdziemy? Ty masz słowa życia wiecznego” (J 6,68). 

Jeżeli odpowiedź będzie pozbawiona przekonania, jeżeli Duch Ojca nie wzmocni w nas wewnętrznego człowieka, jeżeli nie będziemy zakorzenieni i ugruntowani w miłości (zob. Ef 3,16–17), wszelka odnowa naszych instytucji i działań pozostawi w nas na pewno uczucie niedosytu. Szybko zresztą się okaże, że się nie powiodła, albowiem tym, co ożywia ciało, jest dusza. 

Albo poszukiwania, jakie podejmujemy, zwrócą się ku temu, co istotne, to jest ku Temu, który jest prawdą naszego życia i naszej mowy, i wtedy ciemności, przez które brniemy, doprowadzą nas do światła; albo nasze marzenia będą tylko ludzkie, bardziej czy mniej światowe, i wówczas niewątpliwie rozwieją się one jedno po drugim. Jeśli nie stworzą nowych perspektyw i nowych zobowiązań, zostaną zakwestionowane. Jeżeli nie budujemy na mocnej skale, szybko dopadną nas wątpliwości i niepokoje i przestaniemy być świadkami ewangelicznego pokoju i radości. W obecnej godzinie naszych dziejów szczególnego znaczenia winny dla nas nabrać następujące słowa apostoła:

„Otóż my nie otrzymaliśmy ducha świata, lecz Ducha, który jest z Boga, dla poznania dobra, jakim Bóg nas obdarzył. A głosimy to nie za pomocą wyszukanych słów ludzkiej mądrości, lecz korzystamy z pouczeń Ducha, przedkładając duchowe sprawy tym, którzy są z Ducha” (1 Kor 2,12–13).

Chodzi zatem o to, żebyśmy ukryli się w Chrystusie, abyśmy w Nim mogli się odnaleźć; nie według czysto ludzkich osądów, lecz według sprawiedliwości, która płynie z wiary oraz nadaje sens i wartość wszystkim naszym zamiarom. 

Święty Dominik, który wezwał nas do prowadzenia dzieła Chrystusowego, żąda od nas, abyśmy spojrzeli na nasze życie – życie osobiste, życie konwentów, prowincji, zgromadzeń, w końcu całego Zakonu – w świetle tego powołania, które On pierwszy otrzymał: głosić Ewangelię ludziom i z racji Jego orędzia poświęcić nasze życie Ewangelii. Musimy dokonać wyboru: albo odnowimy się w misterium Chrystusa, albo zdradzimy św. Dominika. 

Dominikowy pierwowzór apostoła

Obdarzony jasnowidzącym spojrzeniem oraz owiany duchem Bożym, w czasie, kiedy Kościół wił się niejako w bólach porodowych, rodząc nową ludzkość, Ojciec kaznodziejów znalazł właściwy pierwowzór apostoła, aby ówczesne pokolenie mogło usłyszeć wieść o zbawieniu. Pojął jasno, że do tego, by głosić Krzyż, bynajmniej nie wystarczą mądre wywody. Potrzeba świadków podobnych do obrazu Zbawiciela, wydanego za życie świata. Jeśli zaś chodzi o założony przez św. Dominika Zakon, nie chce on niczego innego, albowiem właściwe natchnienie czerpie z życia i posłannictwa apostołów. 

Święty Dominik bardziej niż ktokolwiek inny zdawał sobie sprawę, że słowo Boże, by zostało usłyszane, musi być przekazane za pośrednictwem języka; by było dla ludzi zrozumiałe, musi być przekazywane takim językiem, którym ludzie mówią o swoich biedach i pragnieniach. Jak siewca, który rzuca ziarno w żyzną glebę, św. Dominik nie lękał się rozproszyć braci po to, aby przebywali i uczyli się wśród ludzi i w ten sposób uczyli się głosić Ewangelię ich językiem. 

Święty Dominik był głęboko przeświadczony, że „nauka Chrystusowa” nie wypływa z ludzkich dociekań. „Nauka Chrystusowa” jest objawieniem – którego serce człowieka nie zdołało pojąć – Miłości Bożej, posuniętej aż do śmierci krzyżowej, w postaci ubogiego Słowa Wcielonego. Winniśmy być skorzy do uznania tej prawdy podobnie jak ubodzy, którzy mocno wierzą w Boga sprawiającego, że życie tryska ze śmierci, byt z nicości. Aby stać się uczestnikiem płodności tego typu wiedzy, trzeba pozwolić, by ziarno pszeniczne obumarło. 

Święty Dominik, mąż ewangeliczny, był również mężem Kościoła. Jedno i drugie są tym samym. Z niezwykłą przenikliwością dostrzegał potrzeby ówczesnego Kościoła, a będąc posłuszny wskazaniom hierarchii oraz dzieląc niepokoje papieża, był w stanie znaleźć odpowiednie środki, by tym potrzebom zaradzić. To, co czynią katarowie i waldensi za pomocą kaznodziejstwa, którego Bóg nie wspiera łaską, ponieważ dzieje się to bez mandatu ze strony Kościoła, wypełnia św. Dominik w Kościele: in medio Ecclesiæ. Pewny, że spełnia życzenie Najwyższego Pasterza, spieszy do Rzymu, prosząc Innocentego III o zatwierdzenie Zakonu. Od tego momentu nieprzerwanie mnożą się bulle papieskie, w których papieże akceptują najważniejsze apostolskie inicjatywy Dominika i udzielają im wsparcia. W duchu posłuszeństwa wobec Stolicy Piotrowej bezpiecznie rozwija się swoboda i odwaga apostoła, albowiem wie on dobrze, że pełni wolę Boga, który jest w niebie. 

Zadanie dla tych, których Dominik jest wzorem

Zadanie stające przed nami w tej doniosłej chwili dziejów Kościoła i Zakonu to nic innego jak gruntowna odpowiedź na wszystkie pytania, które płyną z naszego dominikańskiego powołania. Czy Chrystus jeszcze świadczy w nas? Czy to On nadaje sens naszym słowom? Jeżeli nasze kaznodziejskie głoszenie nie ukazuje obrazu Chrystusa, a przeciwnie, raczej schlebia ludzkim pragnieniom, to czy jeszcze mamy Dobrą Nowinę dla dzisiejszego człowieka, który, nawet nieświadomie, odczuwa głód życia obiecanego mu przez Boga? 

Czy Jezus Chrystus jest jedynym, który nas porywa i sprawia, że realizujemy Boży plan dla świata? Jeżeli Jego obecność nie jest węzłem naszej braterskiej jedności, czy nasza miłość do ludzi będzie znakiem pojednania, które głosimy? 

Czy Chrystus jest siłą, która nas utrzymuje w obliczu Niewidzialnego? Czy umiemy jeszcze wejść w siebie i, zamknąwszy drzwi za sobą, uwielbiać Ojca w skrytości, bezustannie zmagać się w modlitwie z Nim, na przekór sobie, dla Kościoła Bożego i naszych braci – ludzi? 

Tajemnice zbawienia można przyjąć i głosić tylko w Kościele. Konsekwencją tego zjednoczenia z Kościołem jest to, że uczestniczymy w jego obawach oraz dbamy o jakość świadectwa naszego życia. To zjednoczenie z Kościołem winno być przede wszystkim religijną uległością wobec Magisterium Kościoła, które przejawia się w różny sposób; nade wszystko zaś wobec tego, którego św. Katarzyna lubiła nazywać „Chrystusem na ziemi”. Owładnięci szczerym pragnieniem przekazywania tego, co Duch Święty zamierza powierzyć Kościołowi, winniśmy być wiernymi świadkami jego nauczania. 

Zakon musi być wciąż ten sam i zarazem wciąż nowy

W końcu, pod groźbą, że stanie się niegodny swego Założyciela, Zakon musi być wciąż ten sam i zarazem wciąż nowy. Czy nie mylimy niekiedy odnowy, której pragnie Kościół posoborowy, z pomysłami odpowiadającymi jedynie naszym natchnieniom? Czy staramy się wiernie wypełniać Konstytucje i dokładnie przemyśleć podstawowe prawo, które winno kształtować naszą dominikańską profesję? Czy nie zasklepiamy się zbytnio w próżnym opłakiwaniu rzeczy minionych, podczas gdy obecnym naszym obowiązkiem jest właściwe rozumienie spraw, które wszyscy, wspólnymi siłami, winniśmy wnosić do wspólnego dzieła realizowanego zgodnie z przekazanymi nam normami? 

W celu pobudzenia i zwiększenia naszej wiary św. Dominik pokazuje nam w Regule życia, co mamy robić: żyć wspólnie, wierni złożonym ślubom zachowywania rad ewangelicznych, pełni zapału we wspólnym sprawowaniu liturgii i w modlitwie osobistej, wytrwali w studiowaniu oraz nieustający w przestrzeganiu przepisów zakonnych. Jak czytamy w naszych Konstytucjach, obserwancje zakonne porządkują nasze życie, aby ułatwić nam pełniejsze naśladowanie Chrystusa i skuteczniejsze prowadzenie życia apostolskiego. 

Tekst został opublikowany w zbiorze: „Wysławiać, błogosławić, głosić. Słowa łaski i prawdy” opublikowanym przez Wydawnictwo W drodze.

fot. Alex / Unsplash