Teraz władca tego świata zostanie precz wyrzucony, a Ja, gdy zostanę nad ziemię wywyższony, przyciągnę wszystkich do siebie.

Nagrania kazań na niedzielę:

 

Dlaczego to uczyniłaś?
 Dlaczego to uczyniłaś?

Komentarze z miesięcznika „W drodze”:
Pięta i głowa

 Krzysztof Kocjan OP

 Rdz 3, 9-15 • Ps 130 • 2 Kor 4, 13 – 5, 1 • Mk 3, 20-35

Kilka lat temu przeczytałem książkę José Saramago Miasto ślepców. Jest to opowieść o mieście, którego mieszkańcy z niewiadomego powodu tracą wzrok. Powszechna ślepota powoduje, że rozpadają się cywilizowane normy zachowań, pojawiają się agresja, strach i zezwierzęcenie. I choć miasto ślepców jest fikcją, to jednak opisane mechanizmy są znane nie tylko z eksperymentów psychologii społecznej, ale i z historii. Cywilizacja i człowieczeństwo są bardzo delikatne i kruche.

Przypomniałem sobie o tym, rozważając dzisiejsze czytania. W Księdze Rodzaju widzimy świat po grzechu pierworodnym. W oczy rzuca się rozerwana wspólnota, zarówno z Bogiem, jak i z drugim człowiekiem. Adam doświadcza swojej nagości i doznaje lęku. Jest bezradny i bezbronny. Traci poczucie sprawstwa i odpowiedzialności za swe czyny. Nie widzi konsekwencji swoich wyborów. O wszystko obwinia Boga: to Ty postawiłeś przy mnie tę niewiastę, a teraz chcesz mnie ukarać.

Ale nagi Adam chowa się nie tylko przed Bogiem. Zagrożeniem dla niego jest też drugi człowiek. Zranione pożądliwości nie kierują już wyłącznie ku dobru. W relacji nie liczy się już dar i dopełnienie, ale pytanie, jak wykorzystać. I kluczowe, czy to ja skorzystam, czy też będę wykorzystany.

Na szczęście ta scena nie jest ostatnim słowem. W swojej rozpaczy Adam się myli. To właśnie uświadomiłem sobie, gdy przeczytałem Miasto ślepców. Paradoksalnie po tej lekturze zamiast przygnębienia poczułem radość i pokój. Bo moim doświadczeniem są raczej życzliwość, miłość i dobro. I skoro one istnieją, mimo że są bezbronne wobec zagrożeń tego świata, to rzeczywiście chroni je ręka Bożej Opatrzności. Codziennie świadomie wypowiadam słowa „I nie wódź nas na pokuszenie”, ale nie muszę się bać. Bo choć dostrzegam w sobie zagrożenia, to Pan Bóg może mnie obronić przede mną samym. Diabeł może zmiażdżyć mi pietę, ale Nowy Adam zmiażdżył mu głowę.

 

To, co widzialne, przemija, to zaś, co niewidzialne, trwa wiecznie
To, co widzialne, przemija, to zaś, co niewidzialne, trwa wiecznie

Miecz

Tomasz Biłka OP

Rdz 3, 9-15 • Ps 130 • 2 Kor 4, 13 – 5, 1 • Mk 3, 20-35

„Któż jest moją Matką i którzy są moimi braćmi?” (Mk 3, 33). Dziwi, gdy to pytanie Jezusa staje się nagle naszym własnym. Dzisiaj szczególnie często spotyka to młodych. Kiedy wybierają życie z Jezusem, stają się nagle obcy swoim rówieśnikom i niejednokrotnie własnej rodzinie niedzielnych katolików. Przebudzenie wiary, którego doświadczają, przez bliskich kwitowane jest słowami: „Odeszli od zmysłów” (Mk 3, 21). To posądzenie można by wręcz uznać za symptomatyczne dla nawrócenia.

Gerhard Lohfink, ceniony egzegeta Nowego Testamentu, twierdzi, że Jezus tym pytaniem wyrzeka się swoich krewnych, którzy przyszli, by wziąć Go pod kontrolę. Odtąd prawdziwą rodziną Jezusa są ci, którzy „czynią wolę Bożą” (Mk 3, 35). Formuła ta sama w sobie oznacza tych, którzy przestrzegają przepisów Tory. Jezus uznaje jednak za swoich nie tyle żyjących z pewnością według Prawa krewnych, ile tych, którzy teraz od Niego samego uczą się pełnić wolę Bożą. Posługując się formułą deklaracyjną, która używana była w Izraelu przy zawieraniu małżeństwa: „Oto jest moja matka, a to są moi bracia” (Mk 3, 34) – Jezus ustanawia swoją nową rodzinę. Pomyślcie, czym jest rodzina na Wschodzie. Bez niej człowiek jest jak roślina bez gleby. Człowiek bez rodziny jest kimś bez tożsamości. Tu prawdziwie objawia się więc moc Słowa, które zdolne jest nas uczynić dziećmi Bożymi, tymi, którzy narodzili się z Boga (por. J 1, 12-13).

Postawa wobec Jezusa decyduje o byciu wewnątrz lub na zewnątrz tego nowego porządku, który On zaprowadza. Nauka ta jest mieczem, który Jezus przyniósł na ziemię (por. Mt 10, 34-39). Ten rozwód zapowiedziany był już w Księdze Rodzaju: „Wprowadzam nieprzyjaźń między ciebie i niewiastę, pomiędzy potomstwo twoje a potomstwo jej” (Rdz 3, 15). To miecz, który zdolny jest przeciąć najściślejsze więzi ojca i syna, matki i córki. To słowo, które ustanawia więzy silniejsze niż ciało i krew czy ludzka wola. Ostatecznie prowadzi nas ono zawsze do pytania: Kim On jest, skoro żąda od nas takich odpowiedzi?

 

Kto pełni wolę Bożą, ten jest Mi bratem, siostrą i matką
Kto pełni wolę Bożą, ten jest Mi bratem, siostrą i matką

Przeciwnik wasz, diabeł

Marek Pieńkowski OP

Rdz 3, 9-15 • Ps 130 • 2 Kor 4, 13 – 5, 1 • Mk 3, 20-35

Tajemnica zła. Zawsze fascynująca, zawsze groźna, zawsze nieprzenikniona.

„Belzebub”, „szatan”… – o co tu chodzi? Te nazwy mogą wprawić w zakłopotanie. Trudno nam mówić o złu osobowym; już raczej jesteśmy skłonni myśleć o jakiejś symbolicznej personifikacji zła obecnego w świecie i wśród nas samych. Zwłaszcza wtedy, gdy niemal z zażenowaniem czytamy słowa świętego Piotra: „Przeciwnik wasz, diabeł, jak lew ryczący krąży, szukając, kogo pożreć” (1 P 5, 8).

Księga Rodzaju przynosi nam dzisiaj cenną wskazówkę. Bóg pyta, zarówno mężczyznę, jak i kobietę o popełniony czyn i jego motywy, do węża, który ich sprowokował, nie ma żadnych pytań. Widać sprawa jest oczywista – tyle, że nie dla nas. Relacja między Bogiem i diabłem dzieje się poza nami. Stąd refleksja teologów: tragedia losu ludzkiego wzięła się stąd, że ludzie przyłączyli się do zła istniejącego na jakimś wyższym, niedostępnym poziomie, a zatem sami nie potrafią się już od niego uwolnić. I co gorsza, nasze tak dotkliwie bolesne uczestnictwo w tej tajemnicy zła ma charakter dziedziczny: nikt z nas (oprócz jednej Maryi, w sposób cudowny) nie jest wolny od niego.

Greckie słowo „diabeł”, podobnie jak hebrajskie „szatan”, oznacza przeciwnika: w Piśmie Świętym jest to „przeciwnik” człowieka, który najpierw kusi go do popełnienia zła, a następnie oskarża przed Bogiem. Potrzebujemy zatem kogoś, kto nas obroni i wyzwoli. Naprawdę potrzebujemy Zbawiciela. Czytamy: „Teraz zostanie usunięty władca tego świata…” (J 12, 31) oraz: „Syn Boży ukazał się po to, aby zniszczyć dzieła diabła” (1 J 3, 8).

Słowo Boże niesie nadzieję: „Ten, który wskrzesił Pana Jezusa, i nas wskrzesi razem z Jezusem i postawi przed sobą razem z wami. (…) Chociaż nasz człowiek zewnętrzny niszczeje, to nasz człowiek wewnętrzny odnawia się każdego dnia”. Ale warunkiem tej nadziei jest zawierzenie Bogu, które ma objawić się w posłuszeństwie wiary: „Kto nie uwierzy, ten się potępi” (Mk 16, 16) oraz: „Kto wypełnia wolę Boga, ten jest moim bratem, siostrą i matką”. Odmowa „posłuszeństwa wiary” blokuje człowiekowi drogę do przyjęcia zbawienia, stąd ostrzeżenia Jezusa: „Kto by zbluźnił przeciwko Duchowi Świętemu, nigdy nie otrzyma odpuszczenia: będzie winien grzechu wiecznego”.

Te słowa – tak groźnie brzmiące – to zarazem słowa miłości. Bardzo głęboko wyjaśniał to św. Jan Paweł II w encyklice Dominum et vivificantem. Spróbujmy sięgnąć do tego tekstu i jak najwięcej z niego pojąć.