Czy Bóg ukarał grzeszników?

Kiedy po potopie Bóg zawierał przymierze z Noem, złożył obietnicę, „nigdy już nie zostanie zgładzona wodami potopu żadna istota żywa i już nigdy nie będzie potopu niszczącego ziemię” (Rdz 9, 11). Trudno założyć, że człowiek-autor Księgi Rodzaju nie spotkał się nigdy z klęską powodzi i że nie wiedział o tym, iż nieraz giną wtedy ludzie. O co więc chodzi w tej obietnicy?

Dobrze jest wyrobić w sobie taki odruch, że kiedy mam kłopot ze zrozumieniem tekstu biblijnego, najpierw szukam światła w samym Piśmie Świętym, by mi choć trochę rozświetliło ten tekst. Właśnie tę metodę spróbujmy zastosować teraz, zwłaszcza że w kilku księgach Pisma Świętego znajdują się ogromnie pogłębiające nawiązania do potopu.

Dwukrotnie wspomina o tym kataklizmie Księga Mądrości, za każdym razem podkreślając z wielkim naciskiem, że ocalenie ostatnich sprawiedliwych dokonało się wtedy dzięki drewnu: „Zatopioną z jego [Niegodziwca] winy ziemię Mądrość ocaliła, na lichym drewnie, sterując Sprawiedliwym” (Mdr 10,4).

Zagadkę, dlaczego arka Noego nazwana tu jest „lichym drewnem”, wyjaśnia drugi fragment tej księgi zawierający odniesienie do potopu (Mdr 14,6-8), w którym przeciwstawia się ratujące przed śmiercią drewno arki drewnu przeklętemu, z którego bałwochwalcy wyrabiają posągi swoich bogów. Trudno, żeby chrześcijanie natychmiast nie kojarzyli sobie takich wypowiedzi z drewnem krzyża, na którym dokonało się nasze odkupienie. To przecież krzyż Chrystusa jest prawdziwą i ostateczną Arką Ocalenia, arka Noego była tylko jego cieniem i zapowiedzią.

Wróćmy jednak do przytoczonego wyżej wersetu z Księgi Mądrości. Wspomniany tam „Sprawiedliwy” to oczywiście patriarcha Noe. Pod tym samym imieniem, bez przywoływania ich imion własnych, tekst wspomina kolejno: Abrahama, Lota, Jakuba i Józefa. Przeciwieństwo Sprawiedliwego, Niegodziwiec – jako pierwszy został tu wymieniony Kain, też bez podawania imienia – staje się w kolejnych partiach tekstu postacią zbiorową. Niegodziwcem czasów potopu jest w tym historiozoficznym wykładzie Księgi Mądrości zepsuta i zbuntowana przeciw Bogu ludzkość.

I tutaj czeka nas niespodzianka. Głównym dziełem, którego Bóg w czasach potopu dokonał, było – wyjaśnia Księga Mądrości – ocalenie skupionej wokół Noego garstki ostatnich sprawiedliwych. Zatem potop materialny był tylko ujawnieniem tej katastrofy, która dokonała się wcześniej. Na długo przed wodami potopu cała ziemia była zalana brudem ludzkich grzechów, w którym poginęli już niemal wszyscy i który, gdyby nie szczególna interwencja Boża, pochłonąłby również Noego i jego bliskich.

Taka jest logika grzechu, że niszczy on przede wszystkim samych grzeszników. Już Kain – twierdzi autor Księgi Mądrości – bardziej skrzywdził samego siebie niż Abla, którego przecież zamordował: „w bratobójczym szale zgubił sam siebie” (Mdr 10,3). Duchowymi samobójcami byli również grzesznicy z czasów potopu, podobnie zresztą jak mieszkańcy Sodo­my i Gomory.

Dlaczego zatem w czasach potopu sam Bóg musiał przychodzić na ratunek Noemu, dlaczego również w Sodomie sprawiedliwy Lot potrzebował ratunku od Boga, skoro grzech niszczy przede wszystkim samych grzeszników? Człowiek jest istotą społeczną, toteż jeśli grzech staje się w jakiejś społeczności normą, zaczyna, jak zaraźliwa choroba, ogarniać kolejnych jej członków. Zarówno Noe, jak i Lot, którym przyszło żyć w czasach zwycięstwa zła, już tylko resztkami sił opierali się nawale bezbożności.

Przejmująco pisze o tym apostoł Piotr:

Bóg „jako ósmego – Noego, który ogłaszał sprawiedliwość, ustrzegł, gdy zesłał potop na świat bezbożnych. (…) ale wyrwał sprawiedliwego Lota, który uginał się pod ciężarem rozpustnego postępowania ludzi nie liczących się z Bożym prawem – sprawiedliwy bowiem, mieszkając wśród nich, z dnia na dzień duszę swą sprawiedliwą miał umęczoną przeciwnymi Prawu czynami, które widział i o których słyszał” (2 P 2,5- 8).

Zauważmy jeszcze znamienną różnicę, która istnieje między złem duchowym i złem materialnym. W przeciwieństwie do nieszczęść zewnętrznych czy psychicznych, różne nieszczęścia duchowe, w których pogrąża się człowiek, łącznie z samą nawet duchową śmiercią, zazwyczaj nie mącą dobrego samopoczucia, bo człowiek przeważnie ich sobie nie uświadamia. Ludzie współcześni Noemu nie zdawali sobie sprawy z tego brudu, którym zalali ziemię, i w ogóle nie zauważyli tego, że są już duchowymi trupami. Mówił o tym sam Pan Jezus, ostrzegając nas przed fałszywym poczuciem normalności, które cechuje nieraz nawet największych grzeszników:

„Jak działo się za dni Noego, tak będzie również za dni Syna Człowieczego: jedli i pili, żenili się i za mąż wychodziły aż do dnia, kiedy Noe wszedł do arki; nagle przyszedł potop i wygubił wszystkich. Podobnie jak działo się za czasów Lota: jedli i pili, kupowali i sprzedawali, sadzili i budowali, lecz w dniu, kiedy Lot wyszedł z Sodomy, spadł z nieba deszcz ognia i siarki i wygubił wszystkich; tak samo będzie w dniu, kiedy Syn Człowieczy się objawi” (Łk 17,26-30).

Po tych wyjaśnieniach wróćmy do pytania, co znaczy obietnica, że „nigdy już nie zostanie zgładzona wodami potopu żadna istota żywa i już nigdy nie będzie potopu niszczącego ziemię”. Zwyczajny rozsądek podpowiada, że biblijny autor nie mógł nie wiedzieć o tym, że, niestety, raz po raz jacyś ludzie giną w wodzie, zatem nie mógł tego napisać w odniesieniu do potopu materialnego.

Jednak biblijny autor nie mógł też nie wiedzieć o tym, że ciągle jacyś ludzie giną w zalewającym nas złu. Zatem nie mógł też twierdzić, że nigdy już nikt nie zginie w potopie zła. O co zatem chodzi w tej obietnicy?

Odpowiedź na to pytanie znajdziemy w Pierwszym Liście apostoła Piotra, tam bowiem znajduje się ostatnie słowo, które ma do powiedzenia Pismo Święte na temat potopu. Zwróciliśmy już uwagę na tendencję Biblii do wydobywania z opowiadania o potopie przesłania, że w tej interwencji Bożej chodziło przede wszystkim o uratowanie przed zagładą ze strony zła ostatnich sprawiedliwych. Apostoł Piotr powie: potop był zapowiedzią chrztu! Podobnie jak przez potop ziemia została oczyszczona z zalewającego ją zła, a sprawiedliwi zostali uratowani, tak samo przez chrzest człowiek zostaje obmyty z niszczących go grzechów, ażeby mógł w nas bezpiecznie rozwijać się człowiek Boży.

Zresztą zajrzyjmy do tekstu:

„za dni Noego cierpliwość Boża oczekiwała, a budowana była arka, w której niewielu, to jest osiem dusz, zostało uratowanych przez wodę. Teraz również zgodnie z tym wzorem ratuje was ona we chrzcie nie przez obmycie brudu cielesnego, ale przez zwróconą do Boga prośbę o dobre sumienie, dzięki zmartwychwstaniu Jezusa Chrystusa” (1 P 3,19-21).

Krótko mówiąc, obietnica, że nigdy już nikt nie zginie w wodach potopu, była przede wszystkim proroctwem mesjańskim. Woda, która w czasach Noego uratowała ostatnich sprawiedliwych przed zalewem zła, ale grzesznikom przyniosła zgubę doczesną, potwierdzając i ujawniając stan śmierci duchowej, w którym się znajdowali, odtąd dzięki Jezusowi Chrystusowi stała się źródłem życia. Od tej pory już nikt, kto nie chce duchowo zginąć, nie będzie musiał się takiej śmierci poddawać.

Co więcej, Bóg w swoim miłosierdziu nie zapomniał nawet o tamtych nieszczęśnikach, którzy poginęli w wodach potopu. W Starym Testamencie byli oni uważani – obok Kaina oraz mieszkańców Sodomy i Gomory – za największych grzeszników, których nosiła ziemia. A jednak nawet do nich poszedł po swojej odkupieńczej śmierci Pan Jezus, żeby ogłosić im zbawienie (por. 1 P 3,19).