Wybór patrona na życie zakonne przez Pier Gorgio był oczywisty, mógł nim zostać jedynie Savonarola.

Jego pierwsze spotkanie z zakonem św. Dominika miało miejsce 22 kwietnia 1921 roku, kiedy otrzymał medalik Milicji Anielskiej, jako potwierdzenie oddania się pod opiekę świętemu, który wedle tradycji miał za sobą armię z nieba do walki z pokusami cielesnymi.

Rok później wypełnił całą formację potrzebną do członkostwa w trzecim zakonie dominikańskim, do którego został przyjęty jako brat Girolamo, na cześć Savonaroli.

Zbliżały się uroczystości jubileuszu zakonu, ale także jubileuszu związanego ze św. Tomaszem z Akwinu, który silnie wpłynął na kształtowanie się myśli teologicznej Pier Giorgia.

Został przyjęty w klasztorze należącym do prowincji San Pietro Martire (św. Piotra Męczennika), wielkiego mistrza wiary i walki z herezją katarską, znanego również z tego, że umierając, napisał słowo „credo” własną krwią. Poniższe świadectwa opisujące uroczystość, podczas której został przyjęty do zakonu, dają szeroki ogląd na to wydarzenie, szczególnie wspomnienie […].

Pier Giorgio, nazywający siebie w towarzystwie Robespierrem (podpisywał nawet tym imieniem listy wysyłane do najbliższych przyjaciół i przyjaciółek ze Stowarzyszenia Ciemnych Typów), w swoim życiu tercjarza wybrał imię Savonaroli. Wyjaśniał swój wybór chęcią opowiedzenia się po stronie „rewolucjonistów” i „innowatorów”, sprzeciwiając się bezwładnej obojętności większości ówczesnych członków grupy Fucini.

Jednak jego podejście nie było zwykłym zachwytem postacią, która zazwyczaj przyciąga żądną przygód wyobraźnię młodzieży, ale zapałem wypływającym z głębokiego przekonania, że Savonarola jest synonimem niestrudzonego obrońcy Kościoła, godności papiestwa i życia ludzkiego przeżywanego w harmonii z nauczaniem Chrystusa.

Ktoś zauważył, że Savonarola zostawił dom rodzinny w Ferrarze, aby wstąpić do zakonu w Bolonii dokładnie w dniu św. Jerzego (San Giorgio), następnie był uwięziony w kwietniu, w miesiącu, w którym urodził się Pier Giorgio, i dopiero po czterech wiekach jego imię zniknęło ze spisu ksiąg zakazanych, dokładnie w roku, w którym Pier Giorgio przyszedł na świat; i na koniec – Savonarola założył bank pobożnych, a Pier Giorgio w pewnym momencie sam zaczął się nim zajmować, nawet na łożu śmierci.

Jednak to nie te dziwne zbiegi okoliczności przyciągnęły Pier Giorgia do osoby wielkiego dominikanina, lecz pragnienie aby „móc go naśladować w walce i cnocie”.

Lata 1918 do 1922 nie były czasem spokojnym, więc Pier Giorgio postanowił podejmować walkę według zaleceń Savonaroli: „Wasze reformy powinny zacząć się od spraw duchowych… Jeśli chcecie dobrego rządu, powinniście go zawierzyć Bogu…”.

Był aktywnym wojownikiem, który nigdy nie używał przemocy. W Berlinie, gdzie nasz tata był ambasadorem, można powiedzieć, że nie bywał na salonach dyplomatów, tak jak Savonarola nie bywał na zamku rodu Estensi, nie przyjmował zaszczytów, przekonany, że królestwo niebieskie osiąga się przez ubóstwo.

Niezależnie od Savonaroli, mówi się, że Pier Giorgio zajmował się wszystkim. Nie wystarczyło mu Koło Fucini, Koło Savonaroli80 działalność charytatywna, codzienna msza poranna wieczorny różaniec, nocna adoracja: chciał zostać tercjarzem dominikańskim, aby mieć podczas dnia jeszcze jedną modlitw i obowiązek do wypełnienia: nabożeństwo maryjne, którego tekst zawsze leżał otwarty i wymięty na jego półce.

Jego pragnieniem było wypełnienie całej doby nieustanną komunią z Bogiem.

Ojciec Francesco Robotti, dominikanin – Przyjęcie do Trzeciego Zakonu Dominikańskiego odbyło się w kościele San Domenico przy via Milana z okazji jubileuszu naszego założyciela. Dotychczas bardzo liczne grono młodych członków Akcji Katolickiej, studentów i robotników, być może także przyciągniętych charyzmatyczną osobowością o. Filippa, dołączało do trzeciego zakonu i bywało w środowisku dominikańskim.

Potrafili także tak o tym opowiadać, że kiedy zbliżały się uroczystości jubileuszowe i umieszczono w planach ceremonię obłóczyn, zaczęły spływać liczne zgłoszenia.

Dobrze pamiętam dzień, w którym drogi Pier Giorgio przyszedł do mojej celi i z wypiekami na twarzy opowiedział o swoim pragnieniu zostania tercjarzem dominikańskim. Na moje pytanie dotyczące imienia, jakie chciałby przyjąć, bez wahania odparł: „Brat Girolamo”, jak by to było coś najbardziej oczywistego.

Wiedziałem, że był już poinformowany o tym, jaką regułę zakonną pragnie przyjąć, wiedziałem też, że wybór imienia jest owocem wielu dyskusji, więc nie ukrywałem zadowolenia, zapisując go do naszego licznego grona tercjarzy.

Uczestnicy ceremonii z pewnością na długo ją zapamiętają, tak wielkie było to wydarzenie dla całego miasta: entuzjazm zebranych, podniosła atmosfera w kościele San Domenico, po raz pierwszy udekorowanego światełkami wzdłuż linii architektonicznych wnętrza, i końcowa triumfalna procesja.

Z pewnością najbardziej zapisze się w pamięci obecnych ceremonia przyjęcia nowych tercjarzy. Wczesnym popołudniem zebraliśmy się w prezbiterium, podczas gdy cały zastęp młodych przejętych ludzi ustawiał się przed ołtarzem, oczekując na to, co ma się wydarzyć. Było ich mnóstwo.

Poprosiłem ojca prowincjała, Benedetto Berro, aby przewodniczył uroczystościom. Zgodził się, wygłaszając na początku płomienne kazanie. Byliśmy zebrani wokół młodych w grupie ojców: o. Giuliani, o. Ibertis, ja razem z ojcami z klasztoru i grupą nowicjuszy z Chieri, oraz prof. Regattieri. Godny zaznaczenia jest fakt, że pojawił się również przybyły z Paryża ojciec mistrz generał Zakonu Kaznodziejskiego: o. Martin Gillet (został nim dopiero w 1929 r.).

Stał u stóp ambony, śledził ze wzruszeniem przebieg uroczystości, która przyłączała do rodziny kaznodziejskiej kwiat włoskiej młodzieży, a gdy po odśpiewaniu Te Deum przeszedłem obok niego, zauważyłem, że miał łzy w oczach, nasz ojciec generał! Pier Giorgio, szczerze lubiany przez wszystkich, był teraz jednym z jego współbraci.

Miesiąc później, pod wieczór 28 maja 1922 roku, odbyła się profesja br. Girolamo, przeniesiona z powodu jego wyjazdu do Niemiec. Kościół był pusty, jedynie w kaplicy Łask (la cappella delle Grazie) był o. Giuliani i kilku tercjarzy. Pamiętam, że gdy podczas samego rytu składania profesji po odczytaniu formuły ślubu podniosłem go i objąłem, po policzkach spływały mu łzy. Na koniec br. Girolamo przyszedł do zakrystii poprosić mnie o nowy szkaplerz i zapisanie daty, mówił pełnym wzruszenia głosem, co mnie zdziwiło, gdyż zazwyczaj był radosny i podekscytowany.

Luciana Frassati

Tekst Pochodzi z książki „Mój brat Pier Giorgio. Wiara”, wydanej nakładem Wydawnictwa W drodze.