Formowanie się tradycji we wspólnocie pierwszych uczniów.

Jezus a tradycje żydowskie

Jezus często stosował struktury formalne pewnych określonych technik przekazywania tradycji, to znaczy praktykowane w judaizmie sposoby wiernego przekazu nauczycielskiego. Wykorzystywał On zatem zasoby „stylu mówionego”, opisanego w 1925 roku przez Marcela Joussei, czyli łatwe do zapamiętania paralelizmy oraz rytmiczne sentencje. Apostołowie początkowo byli jego talmid, czyli „uczniami”. 

Jednakże sama treść nauczycielskiej tradycji Jezusa była nowa. Siłą rzeczy rodził się tu konflikt. Jezus zderzył się z tradycjami rabinicznymi opartymi na kazuistycznych interpretacjach Prawa. Ten, który przyniósł dobrą nowinę o wyzwoleniu spod Prawa przez wiarę i miłość, te tradycje potępił i odrzucił jako całkowicie ludzkie, usuwające przykazanie Boże i zajmujące jego miejsce. Jezus nie potępia samej zasady tradycji, lecz jej bardzo poważne nadużycie, polegające na doprowadzeniu do tego, że tradycja pochodząca od ludzi zaczyna dominować nad tym, co sam Bóg dał ludziom i nakazał im przekazywać. 

Dlatego gdy słowo „tradycja” pada z ust samego Jezusa, to ma ono pewien pejoratywny wydźwięk. Dzieje się tak jednak w bardzo konkretnym kontekście (por. Mt 15, 1–9; Mk 7, 1–13). Jezus korzysta z okazji, jaką dają Mu faryzeusze i niektórzy uczeni w Piśmie, zarzucający Jego uczniom, że nie zachowują niektórych reguł rytualnej czystości, i podważa same fundamenty ich postawy: pozbawiają oni mocy prawdziwe Prawo Boże, które sprowadza się do miłości, poprzez całkowicie ludzkie interpretacje, którym nadają wartość absolutną. Nadszedł jednak czas, by Syn Człowieczy, który jest również Synem Bożym, zastąpił nauczanie uczonych w Piśmie i nauczycieli Prawa inną władzą wiązania i rozwiązywania, odnoszącą się do sprawiedliwości mesjańskiej, którą osiąga się na podstawie Wiary. Skądinąd nauczyciele Izraela uważali, że odrzucając ich nauczanie Jezus kwestionował Prawo i zwyczaje, jakie przekazał Mojżesz (τὰ ἔθη ἃ παρέδωκεν ἡμῖν Μωϋσῆς) (Dz 6, 14). 

Przestroga Pana ewidentnie jest zwrócona także do nas, ponieważ my również możemy judaizować. Powinniśmy zważyć jej ciężar Analogiczne teksty znajdujemy u św. Pawła, zwłaszcza w jego pouczeniach skierowanych do szafarzy Ewangelii (1 Kor 3, 5–17). Materiałami, z których ci szafarze chcą zbudować świątynię Boga, jaką jest wspólnota wiernych, mogą być złoto i srebro, ale również drewno i słoma, które nie wytrzymają ogniowej próby Sądu. Pomyślmy choćby o tych rozmaitych zafałszowaniach Słowa Bożego (2 Kor 2, 17; 4, 1), z jakimi spotykał się św. Paweł, wynikających zwłaszcza z faktu istnienia judeochrześcijan, które to zafałszowania apostoł nazywa niekiedy „ludzką tylko tradycją” (Kol 2, 8) i „oszustwem ze strony ludzi” (Ef 4, 14). 

Te potępienia mają straszliwą wagę. Ale czy wolno, mówiąc egzegetycznie, ekstrapolować słowa naszego Pana, wyrywając je z ich kontekstu — czy w ogóle z jakiegokolwiek kontekstu — i przenosząc je w kontekst polemiki protestanckiej oraz próbując je wykorzystać do rozstrzygnięcia jakiegoś konfliktu, do którego tak naprawdę się nie odnoszą? Tekst Ewangelii wskazuje, że mogą istnieć złe tradycje lub złe sposoby posługiwania się zasadą tradycji. Nie ma natomiast na względzie, a więc i nie osądza, samej zasady tradycji. Zaś inne słowa Jezusa, przeciwnie, zakładają tę zasadę i ją uświęcają. Tkwi ona w samym centrum misji apostolskiej: „Idźcie więc i pozyskujcie uczniów we wszystkich narodach! […] Nauczajcie ich, aby zachowywali wszystko, co wam nakazałem”. Jednakże ta tradycja, będąca aktem posługi, przekazuje Objawienie Boże, nie zaś reguły ludzkie. Owo „wszystko, co wam nakazałem” jest niezwykle szerokie. Obejmuje Objawienie w sensie ścisłym (zwłaszcza Objawienie Ojca), przykazania Pana (w tym również te, które dotyczą sakramentów i modlitwy: „udzielajcie im chrztu”, „czyńcie to na moją pamiątkę”, „dlatego wy tak się módlcie […]”) oraz sens Pism odnoszący się do samego Chrystusa.

Tradycja ustna poprzedzała spisanie poszczególnych Ewangelii, tak samo jak poprzedzała i zrodziła wiele rozdziałów Starego Testamentu. 

Na ten punkt szczególną uwagę zwróciła szkoła Formgeschichte, czyli historii form. Dostrzegła ona i wykazała, że nie tylko u św. Jana — co było już od dawna jasne i uznawane — lecz również u synoptyków i św. Pawła teksty uwzględniały i wyrażały wiarę wspólnoty, to znaczy tradycję w tym znaczeniu, w jakim „tradycja” implikuje aktywność Kościoła żyjącego swoją wiarą, a więc również opracowującego ją, trochę podobnie jak to czynił Izrael. Przed spisaniem ewangelii istniała Ewangelia: ewangelia głoszona i przekazywana ustnie. W dalszej części tych rozważań zobaczymy, że ten punkt był i do dziś pozostał fundamentalny w odpowiedzi katolickich apologetów na reformacyjną zasadę Scriptura sola oraz w dotyczącej tradycji doktrynie Soboru Trydenckiego. W gruncie rzeczy szkoła Formgeschichte na swój sposób odkryła na nowo wewnętrzną relację łączącą Pismo Święte i Tradycję poprzez rzeczywistość obejmującą oba te elementy, czyli Kościół. 

Szkoła ta nie wzniosła się jednak na poziom teologii Kościoła jako tajemnicy ani teologii Ducha Świętego, a tylko one mogą w pełni uzasadnić tezę katolicką. Ponadto pod dwoma następującymi względami Formgeschichte kryła w sobie pewne niebezpieczeństwa już choćby tylko z historycznego punktu widzenia: a) groziło jej, że przez sprowadzanie wszystkiego do „wspólnoty” straci z pola widzenia wkład i swoisty charakter poszczególnych autorów; toteż współcześnie uzupełnia ją historia samych tekstów oraz ich spisywania; b) groziło jej zignorowanie uprzedniości tradycji odnoszącej się do przekazu faktów i wypowiedzi w stosunku do wszelkiej tradycji odnoszącej się do wiary i życia wewnętrznego danej wspólnoty — krótko mówiąc, uprzedniości tradycji apostołów względem wszelkiej tradycji Kościoła. Narażała się tym samym na ryzyko, że dostarczy wsparcia krytycznym tezom przypisującym wierze uczniów, a nie samemu Panu, wypowiedzi Jezusa na temat Jego misji, Jego osoby i Jego tajemnicy . Tymczasem apostołowie, czyli świadkowie Chrystusa i nauczyciele nowej sprawiedliwości, przekazywali nauczanie pierwszego i najwyższego Mistrza, większego od Mojżesza… Można nawet przypuszczać, że przekazywali z pamięci nie tylko same słowa Jezusa, wraz z ich rytmizowanym i prostym stylem mówionym, lecz nawet sposób ich intonowania.

W obrębie wspólnoty chrześcijańskiej dokonał się jednak pewien postęp w rozumieniu znaczenia faktów i słów będących nośnikami Objawienia, podobny do tego, jaki dokonywał się w Izraelu, i to nawet w czasie objawienia apostolskiego; został on również włączony do definitywnego przekazu tradycji w tej formie, w jakiej został nam dany.

Wreszcie, również w samym Kościele od pokoleń kontynuowana jest i gromadzona religijna refleksja nad tekstem biblijnym; zdecydowanie wchodzi ona w skład tego, co nazywamy tradycją. Podsyca ją i prowadzi Duch Boży.