Jezus mówi nam, abyśmy porzucili strach. Wszystko, co budzi nasze przerażenie, stało się Jego udziałem w Wielki Piątek, w dniu, w którym stary świat się skończył i zaczął się nowy.

Było już około godziny szóstej i mrok ogarnął całą ziemię aż do godziny dziewiątej. Słońce się zaćmiło i zasłona przybytku rozdarła się przez środek. Wtedy Jezus zawołał donośnym głosem: Ojcze w Twoje ręce powierzam ducha mego. Po tych słowach wyzionął ducha.

Pierwsze z siedmiu słów Jezusa na krzyżu było skierowane do Ojca. Czwarte – centrum i punkt zwrotny – też zostało wypowiedziane do Ojca, jednak Ojca nie obecnego. Słowa Jezusa na krzyżu to kolejne kroki ku całkowitej bliskości Boga i człowieka. Jezus przemawia najpierw jako król, potem brat, a następnie jako żebrak. Teraz wszystko oddaje z powrotem Ojcu. Powierza nas wszystkich, z naszymi lękami i nadziejami, z powrotem Bogu. To najwyższy akt zawierzenia.

Żyjemy w wieku ukrytego lęku. Boimy się chorób, martwimy się o naszą przyszłość, o nasze dzieci, o pracę, boimy się przegranej, lękamy się śmierci. Cierpimy z powodu braku poczucia bezpieczeństwa, z powodu załamania się wzajemnej ufności. Wydaje się to tym dziwniejsze, że jesteśmy o wiele lepiej chronieni i bezpieczniejsi niż wszystkie poprzednie pokolenia w historii ludzkości, przynajmniej tak jest na Zachodzie. Mamy bardziej rozwiniętą medycynę, bezpieczniejszy transport, lepiej radzimy sobie z zagrożeniami klimatu, mamy sprawniejszy system opieki socjalnej. Mimo to boimy się bardziej.

Jako generał zakonu spędziłem dziewięć lat, podróżując po całym świecie i docierając do wielu nie­bezpiecznych miejsc. Widziałem wojnę domową i czystki etniczne w Afryce, tysiące ludzi zarażonych trądem, i wiele innych oznak niekończącej się przemocy. Lecz gdy wracałem na Zachód, znów znajdowałem się wśród ludzi, którzy wydawali mi się bardziej wylęknieni niż gdzie indziej. Jedenasty września pogłębił jeszcze to poczucie zagrożenia. Byłem akurat w Berkeley, gdy nadeszły tam owe trzy koperty zawierające bakterie wąglika i gdy zapanowała panika. Strach nie powinien być jednak naszym udziałem. Jezus oddał nas w ręce Ojca.

Przypuszczam, że ten wszechogarniający nas lęk wynika z faktu, że żyjemy w kulturze, która pozwala nam na niemal pełnię władzy. Potrafimy kontrolować tak wiele rzeczy: płodność i narodziny, wiele uleczalnych chorób, potrafimy panować nad wieloma siłami natury, eksploatujemy wnętrze Ziemi i ujarzmiamy rzeki. I w końcu to my – ludzie Zachodu kontrolujemy większość ludzkości. Nasze panowanie nigdy nie jest jednak ostateczne. Stopniowo uświadamiamy sobie, że nasza planeta może zmierzać ku katastrofie. Żyjemy w, jak to określił Anthony Giddens, „uciekającym świecie”.

Obawiamy się przede wszystkim śmierci, która demaskuje ostateczną klęskę naszego panowania, naszej kontroli nad światem. W Samotności Christophera Isherwooda człowiek w średnim wieku patrzy w lustro:

Wpatrując się w lustro, dostrzega w swojej twarzy wiele innych twarzy – twarz dziecka, chłopca, młodzieńca, niezbyt już młodego mężczyzny – wszystkie nadal obecne, zachowane jak skamieliny w nałożonych na nie warstwach, i jak skamieliny martwe. Ich przesłanie dla tej umierającej za życia osoby brzmi: popatrz na nas, myśmy umarły, czego się bać? – Odpowiedź brzmi: ale to się dokonywało stopniowo, łagodnie. A JA SIĘ LĘKAM POŚPIECHU.

Jeden z moich przyjaciół wypisał sobie w pokoju takie hasło: „Spokojnie. To być może się nie zdarzy”. Ułożyłem dla niego inne: „Spokojnie. To się zapewne zdarzy. Ale to nie będzie jeszcze koniec świata”. To nie będzie koniec świata, ponieważ świat już się skończył. Gdy umarł Jezus, słońce i księżyc pociemniały, groby się otwarły i umarli powstali. Oto koniec świata, o którym mówili prorocy. Najgorsze, co można było sobie wyobrazić, już się wydarzyło. Świat się zawalił. A potem nastąpiła Wielka Noc.

Zastanów się przez moment nad tym, czego boisz się najbardziej. Może to publiczne upokorzenie? Albo samotność? Albo śmierć w cierpieniach? Albo śmierć kogoś, kogo kochasz? Możemy starać się ze wszystkich sił zapobiec tym nieszczęściom. Możemy wykupić wszystkie polisy świata, prowadzić zdrowy tryb życia, chodzić na siłownię i nigdy nie latać samolotem, robić regularnie badania i rzucić palenie. Ale to, czego boimy się najbardziej, może i tak nastąpić. Jezus mówi nam, abyśmy porzucili strach. Wszystko, co budzi nasze przerażenie, stało się Jego udziałem w Wielki Piątek, w dniu, w którym stary świat się skończył i zaczął się nowy.

„A gdy ukończył w dniu szóstym swe dzieło, nad którym pracował, odpoczął dnia siódmego po całym swym trudzie, jaki podjął” (Rdz 2,2). Rabini dziwili się, że Bóg zakończył swoją pracę w dniu siódmym, a Pismo nie mówi nic o tym, co robił tego „siódmego dnia”. W końcu uznano, że tego dnia stworzył właśnie odpoczynek. „Co zostało stworzone w siódmym dniu? Cisza, pogoda, pokój i wytchnienie”. Odpoczynek był celem i dopełnieniem stworzenia.

Teraz zaś Jezus wypowiedział swoje siedem słów, które doprowadziły do nowego stworzenia Wielkiej Nocy. I wtedy odpoczął. Bóg tak nas stworzył, że możemy mieć swój udział w tym odpoczynku, a także On sam może odpocząć w nas. Zostaliśmy stworzeni, by odpocząć w Bogu i by Bóg mógł odpocząć w nas. Ten odpoczynek nie oznacza braku zajęcia, to powrót do domu. „Jeśli mnie kto miłuje, będzie zachowywał moją naukę, a Ojciec mój umiłuje go i przyjdziemy do niego, i mieszkanie u niego uczynimy” (J 14,23).

Ambroży Wielki widział Jezusa odpoczywającego na krzyżu jako dopełnienie odpoczynku Boga w siódmym dniu stworzenia. Teraz Jezus odpoczywa w nas po trudzie swej męki. W komentarzu do szóstego dnia stworzenia Ambroży pisał:

Skończył się dzień szósty i zostało już spełnione stworzenie świata w całej pełni. Został przecież już stworzony człowiek, który panuje nad wszystkimi żyjącymi istotami i jest niejako uosobieniem tego wszystkiego, co istnieje, i wszelkiego piękna na ziemi. Oczywiście zamilknijmy, bo i Bóg odpoczął od wszelkiego swego dzieła. Odpoczął zaś we wnętrzu człowieka, odpoczął w jego duchu i jego woli, obdarzył człowieka rozumem, upodobnił do siebie, dał mu gorliwość w nabywaniu cnót i pragnienie łask niebiańskich. Tylko w takich Bóg spoczywa. Mówi bowiem: „Na kim spocznę, jeśli nie na po­ kornym, spokojnym i drżącym na słowa moje”.

Dzięki więc Panu Bogu naszemu, że stworzył dzieło, w którym by spoczął. Stworzył niebo, a nie czytam, aby w nim spoczął, stworzył ziemię, a nie czytam, że spoczął: stworzył słońce, księżyc, gwiazdy, ale i tu­ taj nie czytam, że wypoczął. Czytam zaś, że stworzył człowieka i wtedy spoczął, mając tego, komu mógłby odpuścić grzechy. A może już wtedy została zapowiedziana tajemnica przyszłej męki Pana, zostało objawione, że Chrystus spocznie w człowieku, przyjmując przedtem pokój śmierci w swym ciele, aby odkupić człowieka, jak sam powiedział o sobie: „Jam spał i spocząłem, i obudziłem się, bo Pan mnie przyjął”. Ten spoczął, który dokonał dzieła stworzenia. Niech mu będzie cześć i chwała, nieustanne trwanie od wieków i teraz, i zawsze, i na wieki wieków. Amen.

Tekst z książki „Siedem ostatnich słów” wydanej przez Wydawnictwo W drodze. Tytuł pochodzi od redakcji Dominikanie.pl.