„Powołanie świeckie jest współcześnie dla Zakonu ważniejsze niż kiedykolwiek wcześniej” – napisał o. Cadoré, generał dominikanów. List o tyle ciekawy, że wnosi dużo spojrzenia na świeckich w Kościele. 

Ojciec Cadoré na początku tego roku napisał list do świeckich dominikanów, czyli osób żyjących charyzmatem św. Dominika, ale nie składających ślubów posłuszeństwa, czystości i ubóstwa. Ze względu na zbliżający się dominikański kongres poświęcony świeckim list generała odnosi się szczególnie do ich powołania. Już na wstępie zadziwia jednak fakt, że generał nie traktuje ich udziału w zakonie i szerzej w Kościele na zasadzie „przybudówki” do wspólnoty ojców, którzy świetnie bez niej by się obeszli. Nie jest też próbą pozytywnej interpretacji spadającej liczby powołań duchownych i braci konsekrowanych: tak jakby dołączający się do ojców dominikanów tzw. tercjarze (jak kiedyś o nich mówiono) mieli nadrabiać spadki. List mówi znacznie więcej.

Ktoś więcej niż nieksiądz

Uderzyło mnie kiedyś stwierdzenie jednej ze świeckich wykładowczyń wydziału teologicznego w Poznaniu. Jej zdaniem sposób, w jaki nauczanie Kościoła mówi o powołaniu świeckich, jest bardzo ubogi. I to pomimo wielu wydanych na ten temat dokumentów. Prawie zawsze ich powołanie jest bowiem opisywane w jakiejś konfrontacji z powołaniem duchownych. A to skutkuje myśleniem, że ich rolę w Kościele odczytuje się trochę przez zaprzeczenie: to jest nie duchowny. Albo jeszcze inaczej, że właściwie ze wszystkim poradziliby sobie świetnie sami duchowni, ale że ich brakuje, trzeba przygarniać świeckich. List generała dominikanów jest najlepszym dowodem na to, że pytania o istotę powołania świeckich w Kościele są wciąż aktualne i że mogą pojawiać się nowe, głębsze od poprzednich, odpowiedzi. Pomimo tak wielu wydanych po Soborze Watykańskim II dokumentów na ich temat. Ojciec Cadoré nie chce bowiem – tak odczytuję intencję jego listu – aby sprawy pozostały na takim poziomie, na jakim są obecnie. Jego zamiarem jest zrobić kolejny krok w kontekście rozumienia udziału świec- kich w zakonie dominikańskim – a przez to także w Kościele.

Uczestnicy posłania

„Musimy sobie wszyscy przypomnieć, że świeccy, poprzez chrzest, są «uczestnikami kapłańskiego, prorockiego i królewskiego urzędu Chrystusowego»” – pisze dominikański przełożony już na wstępie. I rzeczywiście zbyt często zapominamy, szczególnie my duchowni, że przez chrzest wszyscy są „uczestnikami urzędu Chrystusowego”. Świeccy nie są tylko odbiorcami i wykonawcami Dobrej Nowiny, ale jej pośrednikami. Mają udział w posłaniu Chrystusa na świat. I na swój sposób dotyczy to wszystkich wymiarów tego posłania: kapłaństwa – czyli pośredniczenia między Bogiem a światem oraz składania duchowych ofiar, proroctwa – tzn. głoszenia Ewangelii oraz królowania – czyli zarządzania w Kościele. Autor listu koncentruje się jednak zasadniczo na tym, co najbardziej odpowiada charyzmatowi św. Dominika: proroctwie jako przepowiadaniu.

Dominikański generał podkreśla istnienie wspólnego posłannictwa konsekrowanych i świeckich. Stąd ogromna świeżość tego listu, który wiele wnosi w praktycznym rozumieniu uczestnictwa świeckich w posłaniu Chrystusa. Bardzo konsekwentnie o. Cadoré używa więc takiej terminologii, która odchodzi od nazywania świeckich dominikanów tercjarzami. Mówi o pełnej przynależności świeckich do zakonu, podkreślając przy tym, że dokonuje się to na innych zasadach niż ślubujący rady ewangeliczne. Ale co najważniejsze, nie robi tego „parytetowo”, tak jakby chciał jedynie zmienić język na bardziej dzisiaj modny: równościowy. Chodzi o coś dużo głębszego.

Twórcza moc braterstwa

„Dla Dominika, który od samego początku misji w Langwedocji chciał, aby nazywano go po prostu «bratem Dominikiem», braterstwo jest nieodłącznie związane z głoszeniem Królestwa” – czytamy w liście. Udział świeckich w dominikańskim charyzmacie przepowiadania ma więc w kontekście współczesnym – zdaniem generała – polegać zasadniczo na budowaniu braterstwa. „Być w swoim świeckim życiu znakiem braterstwa to świadczyć o tym, że ludzie mają w sobie zdolność do życia jako bracia, że są zdolni do budowania relacji” – czytamy dalej. To braterstwo ma bowiem sprawić, że przepowiadanie Ewangelii stanie się owocne w świecie. Ma być ono rodzajem „przypowieści”, a więc świadectwem, które włącza wszystkich po drodze w przestrzeń oddziaływania Słowa. Ojciec Cadoré pisze: „jesteśmy zaproszeni, aby być właśnie świadkami, «przypowieścią o komunii», gotowymi w całym kosmosie naszych ludzkich zdolności stawać się braćmi i siostrami w konkretnym etapie historii ludzkości”.

Skuteczność głoszenia Ewangelii jest więc ściśle związana z realizacją braterstwa w Kościele i świecie. Poszerzenie świeckie zakonu ma więc z tego punktu widzenia tak istotne znaczenie. Ludzie, żyjąc w konkretnych relacjach z dominikanami świeckimi, na różnych etapach swojej wiary i życia moralnego, będą czuli się pociągnięci do przemyślenia swojego życia, odkrycia nadziei w spotkaniach z innymi oraz wiary, że miłość jest jedynym sensem życia, a jej ostatecznym źródłem tylko Chrystus. Braterstwo nosi w sobie moc tego pełnego miłości przyciągania do Chrystusa. „Konieczny jest wyrazisty znak braterstwa – pisze o. Cadoré: fraternie świeckich dominikanów mają misję bycia obecnymi w Kościele i w świecie i integrowania zawsze niedoskonałej rzeczywistości życia człowieka, który odpowiadając na powołanie do świętości, wchodzi na drogę nawrócenia”.

Ruch podwójnej wymiany

Udział świeckich nie jest więc przez ojca generała traktowany jako dodatek do życia wspólnotowego ojców i braci dominikanów (choć i tego słownictwa unika on, pisząc konsekwentnie o braciach dominikanach), ale stanowi jego istotowe rozszerzenie na świat. Bo to świeccy „spotykają się na co dzień – często bardzo bezpośrednio – z ateizmem, agnostycyzmem, obojętnością religijną, sceptycyzmem czy nawet wrogością wobec chrześcijaństwa… I to właśnie świeccy – a nie jak się może wydawać urzędnicy kościelni – muszą stawać przed koniecznością rozeznania i wejścia w dialog z taką rzeczywistością” – wyjaśnia generał. Ruch duchowej wymiany w zakonie dominikańskim ma się bowiem odbywać w dwóch kierunkach: konsekrowani oddziałujący na świeckich i świat przez swoje życie we wspólnocie rad ewangelicznych oraz świeccy, wnoszący do zakonu konkretne doświadczenie życia braterskiego w rodzinie i społeczeństwie. I jest to wymiana realna, tzn. przynosząca duchowe dobro każdej ze stron.

„Świeccy dominikanie mają więc podwójną odpowiedzialność – uzasadnia ojciec Cadoré: ad extra (na zewnątrz zakonu) i ad intra (do wnętrza zakonu). Ad extra – poprzez angażowanie ludzkiej kreatywności, inspirowanej przez życie Ewangelią i pragnienie apostolstwa, w tworzenie świata, w którym będzie miejsce dla każdego. Ad intra – przez nieustanne wprowadzanie w sam rdzeń życia całego naszego Zakonu głębokiej świadomości, że braterska wspólnota kaznodziejów musi być podatna na dotknięcie tym, co rani ten świat, oraz przez uczenie Zakonu, w postawie solidarności z ofiarami i «zapomnianymi» tego świata, jak rozpoznawać znaki czasu, w dialogu z którymi Zakon chce przepowiadać Słowo”.

***

Świeccy dominikanie gromadzą się we fraterniach. Żyją w nich według reguły, innej od konsekrowanych w zakonie.

Do jej przestrzegania zobowiązują się przyrzeczeniami na całe życie. „Fraternie są czymś więcej niż grupami duszpasterskimi, których wiele gromadzi się przy klasztorach dominikańskich” – czytamy w źródłach dominikańskich. „Przyjęcie nowych sióstr i braci jest rzeczywistym włączeniem ich do Zakonu Kaznodziejskiego, czego wyrazem jest uroczysta oprawa tego wydarzenia, celebrowana wg specjalnego, jednolitego dla wszystkich rytu”. Na znak przynależności do Zakonu Dominikańskiego noszą oni pod ubraniem mały szkaplerz, który może być zastąpiony medalikiem, a na zewnątrz znaczki dominikańskie.

ks. Mirosław Tykfer
Tekst ukazał się w „Przewodniku Katolickim”.

fot.GC36 COMMUNICATIONS/FLICKR