Prosta i wyrazista koncepcja prawdy i dobra, która zawarta jest w ideologii, daje poczucie, że można z niej wydedukować idealny, a przynajmniej optymalny, system społeczno-polityczny. Dlatego powinien on obowiązywać wszystkich jako jedyny dobry i prawdziwy.

Przyglądając się różnym religiom, można zauważyć w nich różny stopień podatności na ideologizację. Wspomnieliśmy już, że istotą ideologii jest posiadanie koncepcji transcendentnej prawdy (a więc i dobra), z której wyprowadzamy konkretny kształt porządku społeczno-politycznego. Dodać trzeba, że przekonanie o transcendentnym (absolutnym) charakterze posiadanej prawdy często skłania do narzucania owego porządku (jako „obiektywnego”, a więc niepodlegającego modyfikacjom) przy użyciu przymusu wobec tych, którzy takiego poglądu nie podzielają. Dlatego trzeba powiedzieć, że ideologię można skonstruować nie tylko w oparciu o objawienie Mahometa, Torę czy też Biblię, ale również na bazie scjentyzmu, nacjonalizmu, poglądów Freuda albo Marksa, a nawet postmodernizmu (co Benedykt XVI nazwał „dyktaturą relatywizmu”). Prosta i wyrazista koncepcja prawdy i dobra, która zawarta jest w ideologii, daje poczucie, że można z niej wydedukować idealny, a przynajmniej optymalny, system społeczno-polityczny. Dlatego powinien on obowiązywać wszystkich jako jedyny dobry i prawdziwy. Budowanie systemu politycznego na prawdzie, którą się uważa za świętą, absolutną i obiektywną, łatwo też prowadzi do przyzwolenia na przymus, od jego delikatnych politycznych form, po przemoc fizyczną.

W świecie wielkich religii największy potencjał ideologiczny ma islam, ponieważ Koran – zawierający koncepcję prawdy i dobra – wyraziście opisuje całość życia człowieka oraz społeczności. Wiąże się z tym brak podziału między sferą świecką a sakralną, władzą polityczną i kapłańską, prawem cywilnym i religijnym, a każda próba takiego rozdzielenia jest uznawana za herezję. Nie jest też księgą natchnioną przez Ducha (a więc zabarwioną również przez kulturę swego czasu i osobowość autora), ale jest podyktowana przez Allaha, wymyka się więc formom analizy historycznej, literackiej czy lingwistycznej. Co również istotne, tradycja motywowanych religijnie podbojów sięga czasów i postaci Mahometa i jest jedną z form dżihadu. Nie czuję się kompetentny, by ocenić, na ile – zachowując swoją strukturę – islam może przyjąć formę zdeideologizowaną. Wiem, że w każdej religii tkwi możliwość przekształcenia jej w ideologię i że chrześcijaństwo – mając znacznie mniejszy potencjał ideologiczny od islamu – potrafiło dokonywać redukcji swojej wiary do poziomu ideologii. Ów mniejszy potencjał ideologiczny chrześcijaństwa, a zwłaszcza katolicyzmu, płynie między innymi z tego, że nie jest ono religią Księgi pełniącej zarazem rolę objawionego Kodeksu (jak to jest w przypadku Koranu i Tory). Ewangelia nie ma bowiem charakteru kodeksu prawnego, a ponadto nie jest wyłącznym miejscem teofanii (są bowiem jeszcze sakramenty i Magisterium). Poza tym Chrystus wprowadza w historię ludzkości całkowicie oryginalne i unikalne rozróżnienie między sferą boską i cesarską, czyli dwoma porządkami: religijnym i świeckim, których nie powinno się mieszać. Płynie z tego wniosek, że chrześcijańska koncepcja prawdy oraz dobra nie ma konkretnych implikacji prawnopolitycznych, lecz ma przede wszystkim charakter zbawczy. Takie pomieszanie porządków zdarzało jednak się w historii Kościoła, głównie w okresie Christianitas, które w oparciu o koncepcję prawdy zawartej w Ewangelii pragnęło zbudować całą cywilizację. Pomieszanie to było zawsze szkodliwe dla Kościoła i sprzyjało przemocy oraz korupcji. Średniowiecze było zapewne najważniejszym okresem w historii Europy, kiedy ze zlepku barbarzyńskich plemion powstawała uniwersalna wspólnota, okresem, w którym narodziły się współczesne uniwersytety, szpitale, sierocińce, przytułki dla biednych, społeczeństwo obywatelskie, a także koncepcja osoby, pokoju Bożego oraz praw człowieka. Było to bezsprzecznie gigantyczne osiągnięcie i ogromny cywilizacyjny sukces chrześcijaństwa. Ale to również okres działalności inkwizycji, której kontekst historyczny można dzisiaj rozumieć, ale która ze swej istoty była instytucją antyewangeliczną i po dziś dzień kładzie się cieniem na tym niezwykle pozytywnym okresie w historii Europy. Podobnym cieniem kładzie się też polityczna korupcja papiestwa u schyłku pierwszego tysiąclecia.

Rozwiązaniem problemu ideologii nie może być jednak naiwny i agresywny zarazem postulat oświecenia, zgodnie z którym należy usunąć religię z życia społecznego. Historia pokazała, że w sytuacji, w której pozbyto się wiary religijnej, jej miejsce zajęły świeckie ideologie, wśród nich nazizm i komunizm. Na ich przykładzie widać wyraźnie, jak groźna może być wiara świecka czy też naukowa.

Odpowiedź na pokusy ideologizacji pojawiające się w chrześcijaństwie znajdujemy już w Liście do Diogeneta z II wieku, w którym jest mowa o tym, że jako wyznawcy Chrystusa jesteśmy tacy sami jak inni obywatele cesarstwa, płacimy podatki, pracujemy jak inni, jemy i ubieramy się jak inni itd. Różnica polega natomiast na tym, że my jesteśmy zarazem już tu i teraz „obywatelami nieba”. Nie oznacza to jednak, że mamy próbować ustanawiać królestwo Boże na ziemi, ponieważ Ewangelia nie ukazuje idealnego porządku społecznego. Wręcz przeciwnie, uczy nas, że królestwo Chrystusa nie jest z tego świata, a dokładniej, że nie jest to „królestwo” (basileia) rozumiane jako instytucja polityczna, ale – jak to mądrze ujął Orygenes – że jest to autobasileia, Jezus Chrystus. To Królestwo jest bowiem Osobą.

Ewangelia, nie dając konkretnych recept, uczy nas natomiast, jak w świetle prawd ewangelicznych zmieniać na lepsze ten konkretny świat, w którym przyszło nam żyć. To z Ewangelii wydedukowaliśmy pryncypia: normę personalistyczną, dobro wspólne, solidarność i pomocniczość. I zgodnie z nimi staramy się zmieniać świat, w którym żyjemy. Dzieje się to jednak przede wszystkim dzięki osobistemu nawróceniu, potem przez współpracę ludzi dobrej woli, a dopiero na końcu przez zmianę struktur. Nie można kogoś przymusić do czynienia dobra, potrzeba do tego przestrzeni wolności oraz dobrej woli. Dlatego Kościół ma przede wszystkim głosić prawdę o nawróceniu oraz o miłości Boga i bliźniego, w drugim rzędzie pełnić rolę krytycznego sumienia sfery publicznej, a dopiero potem, pośrednio, wpływać na zmianę legislacji, struktur społecznych i celów politycznych.

Tekst z książki „Kłopot za kłopotem. Katolik w dryfującej Europie” wydanej przez Wydawnictwo W drodze”. Tytuł i lead pochodzą od redakcji Dominikanie.pl.