Dlaczego ludzie dają się manipulować?

Jedną z popularnych atrakcji, jakie można spotkać, przechadzając się po krakowskim rynku, jest zabawa polegająca na puszczaniu mydlanych baniek. Tylko niektórym z nich udaje się uciec rękom rozbawionych dzieci. Jeżeli tak się stanie, bańki ulatują majestatycznie w górę i mogą zaistnieć na tym świecie nieco dłużej od tych, którym ta sztuka się nie powiodła. Bańki te, trzeba przyznać, mają w sobie coś pięknego. Jednak obserwowanie, jak bańki jedna po drugiej bezpowrotnie znikają, może przyprawić patrzącego o trwogę.

„Marność nad marnościami, powiada Kohelet, marność nad marnościami – wszystko marność” (Koh 1, 2). Na wykładzie w Kolegium Filozoficzno-Teologicznym Polskiej Prowincji Dominikanów dowiedziałem się, że koheletowska „marność” jest tłumaczeniem hebrajskiego słowa hevel. Ojciec Łukasz Popko wyjaśniał, że najbardziej znane tłumaczenie tego słowa tylko połowicznie oddaje jego sens. Otóż rzeczy są marne, bo są nietrwałe – i to prawda. Z drugiej strony, w tej nietrwałości jest coś fascynującego. Ta dwutorowość myślenia o nietrwałości wydaje się nierozdzielna. Znajomi, szkoła, wspólnoty kościelne, rodzina, dom, wreszcie my sami. Nic zgoła pod niebem nie ma trwałego. Wszystko ulotność nad ulotnościami. Nawet miłość, która – jak pisał Joseph Raztinger – w swojej istocie jest jednym wielkim wołaniem o nieskończoność, paradoksalnie w żaden sposób nie może jej zapewnić. Miłość „naprawdę włączona jest w świat śmierci, w jego samotność i jego niszczycielską moc”.

Przejdź do strony „Teofila”

Przez mierzenie się z doświadczeniem ulotności otwiera się przed człowiekiem perspektywa autentycznego życia. Autentyczność ta to przede wszystkim wolność od zabiegów zniekształcających rzeczywistość i zajęć oddalających od najważniejszych pytań. Otwiera się także perspektywa wiary. Obie te rzeczywistości mają znaczenie, jednak trzeba przyznać, że ani konfrontacja z rzeczywistością, ani wiara nie należą do spraw najłatwiejszych. W pierwszej sytuacji istnieje zagrożenie popadnięcia w rozpacz, natomiast pójście za Jezusem nie odbywa się bez ciemności zwątpienia i pokusy niewiary.

Jeśli tak opisana sytuacja człowieka jest prawdziwa, to nie dziwi fakt, że osoba obdarzona wolnością, rozumem i zdolnością do kochania skłania się ku temu, aby z ulgą zrzec się tego wszystkiego. Trywialnym jest też stwierdzenie, że wszędzie są ludzie, którzy umieją taką niedojrzałość człowieka wykorzystać. Potrafią oni dać poczucie bezpieczeństwa, wizję świata czarno-białego i przestrzeń, w której ludzie mogą realizować się duchowo. Korzystając z ich usług można przecież łatwo zyskać „święty spokój” – rezultat skrzętnie wypełnianych przepisów, które ktoś nałożył z góry. Niestety trzeba także stwierdzić, że niedojrzali i często niedouczeni ludzie robią to, wykorzystując strukturę i doktrynę Kościoła. Cena takiego postępowania, jaką staje się skarłowacenie człowieka, jest zbyt wysoka. 

Od wielu lat w Polsce, przy dominikańskich klasztorach, działają Ośrodki Informacji o Sektach i Nowych Ruchach Religijnych, w których pracują kompetentne osoby, gotowe pomagać skrzywdzonym przez różnego rodzaju nadużycia w tej sferze. Za ich pracę, za inspirację do stworzenia niniejszego numeru i ogromną pomoc przy realizacji tego przedsięwzięcia chciałbym w tym miejscu serdecznie podziękować. 

Mam nadzieję, że zaproponowane przez nas teksty pozwolą Tobie, Drogi Czytelniku, lepiej zrozumieć otaczającą nas rzeczywistość i pozostać wobec niej ciągle otwartym. Tylko w taki sposób będziemy mogli odważnie i dojrzale wzrastać w wierze, z odpowiednią dozą roztropności i krytycznego myślenia. Potrzebna będzie do tego wytrwałość pozostania w nieznanym i pozasłownym, w tęsknocie za niezniszczalnością, którą wypełnić ostatecznie może, jak wierzymy, tylko Chrystus. „Wyznanie wiary w zmartwychwstanie Jezusa Chrystusa jest dla chrześcijanina wyrazem pewności, że prawdą jest to, co się wydało snem pięknym: »Bo jak śmierć potężna jest miłość« (Pnp 8, 6)”.

Nadzieja ta nie jest matką głupich. Jest cechą ludzi, którzy zarówno w przyszłości, jak i w każdym przeżywanym „teraz” dostrzegają szansę – chcą spotkać Zmartwychwstałego.

br. Tobiasz Cieślak OP