Wierzę nadal, że Miłość zwycięża i zawsze będzie zwyciężać. Nie znaczy to, że w naszej rodzinie wszystko przebiega gładko, wręcz przeciwnie.

Ten, kto kocha bezwarunkowo, jest wolny i daje wolność

Jeśli z powodu moich lęków nie działam w zgodzie z samą sobą, odbije się to na innych, a zwłaszcza na dzieciach. Dlaczego? Ponieważ jestem złączona z ich przeznaczeniem. Jesteśmy ze sobą złączeni. Złączeni w jedno ciało, ciało ludzkości. Tak jak w efekcie motyla, jeśli jedno miejsce na ciele ucierpi – choćby to było zwykłe skaleczenie palca – cierpi całe ciało. Jeśli jakaś istota cierpi, cierpię i ja, świadomie lub nie. Im bliższa jest mojemu sercu, najważniejszemu spośród moich organów, tym bardziej ją kocham i dotyka mnie jej cierpienie. Gdy z życzliwością kładę rękę na jego ciele, to całe jego jestestwo odbiera tę pieszczotę, z duszą włącznie.

Jesteśmy więc zależni jedni od drugich, nie będąc tego świadomi. Często mówi się, że dawanie cieszy tak samo, jak otrzymywanie. Być może dzieje się tak dlatego, że kiedy daję bliźniemu, to właściwie daję sobie, ponieważ całe ciało ludzkości na tym korzysta, a ja jestem jego częścią. To prawo dawania i otrzymywania.

Dawać i otrzymywać

Koło – nie błędne, a zamachowe. Czasem wystarczy uśmiech. Wydaje się, że to nic takiego, ale udziela się otoczeniu. Raoul Follereau bardzo trafnie opisuje to w swojej Księdze miłości:

Uśmiech nic nie kosztuje a wiele daje.

Wzbogaca tych, którzy go otrzymują,

nie zubażając tych, którzy się nim dzielą.

Trwa tylko chwilę,

ale czasem jego wspomnienie jest wieczne.

Nikt nie jest dość bogaty, by się bez niego obejść,

Nikt nie jest dość biedny, by na niego nie zasłużyć.

Jest wymownym znakiem przyjaźni.

Uśmiech daje wytchnienie zmęczonemu,

dodaje odwagi najbardziej zniechęconym.

Nie można go kupić, pożyczyć ani ukraść,

bo jest rzeczą, która ma wartość

tylko wtedy, gdy się ją daje.

A jeśli czasami spotykacie osobę,

która nie umie się już uśmiechać,

bądźcie hojni, ofiarujcie jej swój…

Bo nikt tak nie potrzebuje uśmiechu

jak ten, kto już nie może dawać go innym.

Jeśli chodzi o moje starsze dzieci, to żałuję tylko jednego: że nie dość się uśmiechałam. To może wydawać się śmieszne, ale jest tak wymowne, bo trudno człowiekowi się uśmiechać, gdy się boi. Uśmiechamy się z łatwością do niemowlaka, trochę trudniej do małych dzieci, dużo trudniej do młodszych nastolatków, z wielkim trudem do starszych. A tymczasem one tak bardzo tego potrzebują. Uśmiech ukazuje, kim jesteśmy, jest tym, co mamy najcenniejszego. Jak się bez niego obyć, kiedy się kocha? Oto dlaczego jest nam niezbędny. Jeśli nauczyciel wiedziałby, jaki wpływ ma jego uśmiech na młodego człowieka zdającego egzamin: odpędza lęk i przyzywa wiedzę, dodaje ufności i skłania, by egzaminowany dał z siebie wszystko.

Zapomina się o nim, a ma cudowną moc! Uśmiech, który nas zamieszkuje, promieniuje z odnalezionych kluczy. Nie trzeba dłużej płakać, ponieważ porażka nie istnieje, ponieważ trudności pomagają wychować moje dziecko, ponieważ mamy w sobie wszystko, czego potrzebujemy, by pokonać przeszkody.

Taka postawa ściągnęła na mnie pretensje, że jestem niewrażliwa. Nic nie szkodzi. Patrzę dalej niż na to, co sprawia trudność; wiem, że przeszkody i cierpienie, jakie wywołują, są przejściowe, ponieważ mocno tego pragnę. A zatem w to wierzę. Mogę się uśmiechać, tak jakbym już wykaraskała się z kłopotów. A skoro się uśmiecham, tak właśnie się dzieje. Na tym polega moja wiara, którą chcę się dzielić.

Zawsze nazywałam ją wiarą w Opatrzność, która jest niczym innym niż Miłością w działaniu. Ta ostatnia działa na tej samej zasadzie, co prawo przyciągania w fizyce kwantowej, to znaczy, że jesteśmy tym i przyciągamy do siebie to, o czym myślimy. Nasz świat został stworzony przez Miłość i ma sens tylko wtedy, gdy do Niej powraca. Miłość jest dla wszystkich. W przeciwnym wypadku świat już dawno uległby samozagładzie.

Wierzę nadal, że Miłość zwycięża i zawsze będzie zwyciężać. Nie znaczy to, że w naszej rodzinie wszystko przebiega gładko, wręcz przeciwnie. W tym momencie jeden z moich synów przechodzi trudny okres. Wspieram go z miejsca, w którym jestem. Skłamałabym, mówiąc, że nie płaczę, ale moje łzy przynoszą mi ukojenie. Otwierają bramy wiary i zaufania. Tu spoczywa moja macierzyńska siła, w tym przeczuciu, że mój syn nadal wzrasta. Moje łzy więc przeradzają się w radość. Prawdziwą radość. Taką, której nic nie może zakłócić – ani przeszkody, ani lęki, ani rany, ani bolesne wydarzenia, ponieważ prawdziwą radość przynosi ta pewność, że wszystko, co przechodzimy, nie jest skierowane przeciwko nam, po to by nas zniszczyć, ale ma pozwolić nam wzrastać. Nam i tym, których kochamy. Prawdziwa radość jest sekretem połączenia twojej intuicji, wiary, myśli i czynów. To ona otwiera wrota niemożliwemu.

Tekst z książki „Jesteś najlepszą mamą na świecie” wydanej przez Wydawnictwo W drodze.