Zamiast przedstawiać wiarę z radością, niektórzy chrześcijanie pokazują innym ponure oblicze pełne złości i pogardy. Papież Franciszek błaga nas, byśmy spróbowali postępować inaczej, byśmy doświadczali radości zbawienia w naszym życiu, by przekazać ją innym.

Pragniemy, by inni ludzie poznali Boga i żyli w więzi z Nim po to, by mogli trwać też z Nim w więzi w niebie. Dlatego jesteśmy powołani do udziału w ewangelizacyjnej misji Kościoła, do głoszenia światu Dobrej Nowiny. Nauczanie Kościoła o łasce i zbawieniu, o którym tu mówimy, można uznać za szkielet ewangelizacji. Jeśli nie odnajdziemy łaski w Jezusie, który mieszka w Kościele, nasza ewangelizacja będzie na nic. Inaczej mówiąc, bodźcem do ewangelizacji jest nasza wiara w to, że Jezus i Jego łaska najpełniej ujawniają się w życiu Kościoła.

Może wam być trudno sobie wyobrazić, w jaki sposób przekazać bliskim, że Boży plan zbawienia ujawnia się w Kościele. Ważne jest, by ocenić z pomocą Ducha Świętego, czy są oni gotowi usłyszeć tę prawdę. Często obciążamy innych prawdami, które nie trafiają do nich na etapie, na którym się znajdują. Jeśli nasi bliscy nie wierzą w Boga, mądrzej będzie nie wbijać im do głowy pojęcia zbawienia poprzez Kościół. Dla kogoś, kto w Boga nie wierzy, już sama koncepcja zbawienia będzie czymś zupełnie obcym. W Liście do Hebrajczyków nauczanie Boga zostało porównane do „stałego pokarmu” (Hbr 5,14). Jednak niektórzy ludzie są gotowi na przyjęcie tylko „lżejszych” prawd, jak napisano w liście: „potrzebujecie kogoś, kto by was pouczył o pierwszych prawdach słów Bożych, i mleka wam potrzeba, a nie stałego pokarmu” (Hbr 5,12). Niektórzy ludzie nie są gotowi na to, by słuchać o roli Kościoła w zbawieniu, ponieważ być może nie wierzą nawet w to, że Bóg ich kocha albo że w ogóle istnieje. Wielu naszych bliskich potrzebuje stopniowego lub ponownego wprowadzenia w tajniki wiary, począwszy od podstaw.

Czasami najlepszym wyjściem jest zachęcanie bliskich do podtrzymywania duchowych praktyk, jakiekolwiek by one były. Gdy studiowałam, zabrałam moich rodziców na spotkanie kwakrów. Miałam nadzieję, że będą dumni, iż robię coś duchowego, ale tak naprawdę przypuszczałam, że będą ze mnie niezadowoleni. Nie byłam przygotowana na ich reakcję. Moja mama tak opisała to doświadczenie: 

Pamiętam, jak siedziałam z moją córką na nabożeństwie u kwakrów i łzy leciały mi z oczu. Byłam bardzo wdzięczna Bogu za tę prostą i bezpretensjonalną religię, w której było tak mało przeszkód mogących zniechęcić moją pogubioną i gniewną dziewczynkę. Tu mogła znaleźć pokój i duchową więź, których nie znalazła w Kościele, gdzie doświadczyła tyle cierpienia. Kilka lat wcześniej byłabym bardzo zła, gdybym się dowiedziała, że chciałaby zostać kwakrem. Teraz się uradowałam. Tyle się wydarzyło od tego czasu zarówno w jej sercu, jak i w moim. Zamiast zamykać serce na jakąkolwiek inną opcję poza katolicyzmem w wypadku moich dzieci, pragnęłam jakiegokolwiek znaku świadczącego o tym, że Theresa jest otwarta na Boga.

Prawdopodobnie będzie taki czas, kiedy twoi bliscy wcale nie będą gotowi wrócić do Kościoła katolickiego. Mogą znaleźć wspólnotę i pokarm duchowy w grupie chrześcijan, którzy nie są katolikami. W owych wspólnotach, szczególnie dlatego że naśladują Jezusa, kryje się wiele prawdy. Konstytucja dogmatyczna o Kościele ujmuje to w ten sposób: „Kościół ten, ustanowiony i zorganizowany na tym świecie jako społeczność, trwa w Kościele katolickim (…) choć i poza jego organizmem znajdują się liczne pierwiastki uświęcenia i prawdy”5. Innymi słowy, wspólnoty będące poza widzialnymi granicami Kościoła mogą pomóc doprowadzić ludzi do Chrystusa.

Niektórzy wasi bliscy zaczynają szukać innych duchowych dróg poza chrześcijaństwem, także w religiach Wschodu. Z pewnością musimy do tego podchodzić ostrożnie. Prawdziwe niebezpieczeństwa czają się w ruchu New Age i niezdrowych duchowych wspólnotach. Jeśli jednak nasi bliscy robią coś, co ich zbliża do Boga, zwykle jest to lepsze niż życie pozbawione jakiejkolwiek więzi z Panem. Bóg, widząc, że serce człowieka jest bardziej otwarte na inne sposoby porozumienia, może spróbować właśnie tak trafić do niego, nim delikatnie zaprowadzi danego mężczyznę lub daną kobietę do pełni prawdy w Kościele. Jeśli nasze reakcje na zgłębianie przez bliskich innej wiary będą zanadto krytyczne, mogą wskazywać na pragnienie kontroli, a co więcej, nawet brak wiary. Jako wierzący jesteśmy powołani do tego, by wierzyć w moc Boga, który może działać wszędzie.

Mamy jednak obowiązek dzielić się z bliskimi pięknem zbawienia w Kościele, niezależnie od tego, w jakim punkcie swej duchowej drogi się znajdują. Robimy to za pomocą słów, jeśli to możliwe, ale czasami jesteśmy powołani do tego, by przekazywać to w inny sposób, a mianowicie przez świadectwo naszego życia. Szanując naszych bliskich i podążając za natchnieniami Ducha Świętego, możemy świadczyć o wspaniałości naszej wiary przez naszą miłość do Boga i bliźnich. Nasza wiara przemawia wówczas, gdy żyjemy nią w pełni, jeśli akceptujemy Boży plan zbawienia we własnym życiu. A czasami, w najmniej spodziewanych okolicznościach, możemy być powołani do podzielenia się słowami o tym, jak ważny dla naszego zbawienia jest Kościół. Nie powinniśmy się bać, gdy taki moment nadejdzie. Jeśli podążamy za natchnieniami i okazujemy szacunek naszym bliskim, nie wahajmy się ani nie wycofujmy. Bóg będzie z nami.

Możecie się obawiać, że przekażecie tę „twardą” prawdę w sposób, który zrazi waszych bliskich. To, co najistotniejsze w prawdzie, potrzebuje iskierki radości i miłości, która tchnie życie w to, co przekazujemy i uczyni to atrakcyjnym. Nie możemy przedstawić ważności Kościoła skutecznie bez radości czy miłości. Papież Paweł VI nawołuje:

Zachowajmy więc gorliwość ducha, pielęgnujmy słodką i pełną pociechy radość z ewangelizowania, nawet wtedy, kiedy trzeba zasiewać, płacząc. (…) Oby świat współczesny, który szuka już to w trwodze, już to w nadziei, przyjmował Ewangelię nie od jej głosicieli zgnębionych lub pozbawionych nadziei, nie od niecierpliwych lub bojaźliwych, ale od sług Ewangelii, których życie jaśniałoby zapałem, od tych, co pierwsi zaczerpnęli swą radość od Chrystusa i nie wahają się poświęcić życia, byle tylko głosić Królestwo i zaszczepiać Kościół w sercu świata.

Radość to podstawa, to klucz do ewangelizacji. Radość ma podstawowe znaczenie, gdy chodzi o przekazywanie prawdy o roli Kościoła w naszym zbawieniu. Jeśli mówimy o tym, jak ważny dla zbawienia jest Kościół, i nie ma w nas radości, sprzeniewierzamy się pięknej prawdzie, którą mamy ukazać przez nasze życie. Obfitość łaski dostępnej w Kościele jest powodem do radości i poprzez ową radość przekazujemy tę prawdę innym. W swej Adhortacji apostolskiej Evangelii gaudium papież Franciszek ubolewa, że „są chrześcijanie, którzy wydają się przyjmować klimat Wielkiego Postu bez Wielkanocy”. Zamiast przedstawiać wiarę z radością, niektórzy chrześcijanie pokazują innym ponure oblicze pełne złości i pogardy. Papież Franciszek błaga nas, byśmy spróbowali postępować inaczej, byśmy doświadczali radości zbawienia w naszym życiu, by przekazać ją innym. Pisze on tak:

Chrześcijanie mają obowiązek głoszenia jej [Ewangelii], nie wykluczając nikogo, nie jak ktoś, kto narzuca nowy obowiązek, ale jak ktoś, kto dzieli się radością, ukazuje piękny horyzont, ofiaruje upragnioną ucztę.

Tekst z książki „Ukochany marnotrawny. Kiedy bliscy porzucają wiarę” wydanej przez Wydawnictwo W drodze.