Fragment wywiadu z o. Michałem Zioło OCSO.

Święty Benedykt w punkcie czwartym swojej reguły pisze, by „śmierć nadchodzącą mieć codziennie przed oczyma”. To zalecenie jest realizowane w klasztorze bardzo dosłownie. Okna wielu cel wychodzą na mały cmentarz, niewidoczny dla obserwatorów z zewnątrz. Schowany za klauzurą, dostępny dla postronnych jedynie za pozwoleniem opata. Kamienny mur otacza plac przypominający ogród – rzadkie krzewy, kilka wyrośniętych drzew i ptaki wśród gałęzi przerywające raz po raz dźwięczącą w uszach ciszę. Na środku monumentalny krzyż, a dookoła niego symetrycznie w rzędach proste mogiły obrośnięte bluszczem. Cmentarz jest wciąż taki sam. Brat odstępuje mogiłę bratu. Kości poprzednika składane są pod głową zmarłego. I tak przez wieki. Nie ma tu marmurowych nagrobków. Jedynie zwyczajne blaszane tabliczki z imieniem brata na żelaznym krzyżu. Jedna pod drugą. Na pierwszy rzut oka przypominają wojskowe nieśmiertelniki. Na niektórych rdza przechodzi z tabliczki na tabliczkę.

Często tu przychodzę.

Ilu braci jest tu pochowanych?

Jeśli policzymy groby, to pięćdziesięciu pięciu. Ale w każdym grobie w ciągu ostatnich dwóch stuleci pochowano kilku braci, więc w sumie będzie około dwustu.

Wszyscy mają jednakowe groby i krzyże.

Ale bracia nie są jednakowi. I to nas nakierowuje na rozważanie o śmierci,ndo której przygotowujemy się przez całe życie.

Co to znaczy, że bracia są niejednakowi?

Każdy jest inny i śmierć każdego jest inna. Tak jak mówi Rilke, że każdy ma własną śmierć. Chociaż oczywiście śmierć jako zjawisko jest dla każdego z nas zdziwieniem i przerażeniem, i tym wszystkim, o czym mówią filozofowie. Bracia jednak raczej nie są filozofami, dlatego mówiąc o śmierci, nie będę się zagłębiał w jej fenomenologię. Powiem tylko o pewnej ceremonii słów i gestów, które otaczają śmierć i jakoś ją oswajają. Ta ceremonia za każdym razem jest taka sama, więc mogę sobie wyobrazić, jak to będzie, kiedy umrę: moje ciało najpierw będzie wystawione w kościele, potem przewiozą mnie na cmentarz. Jeśli jestem w zaawansowanym wieku, to wiem nawet, którzy bracia będą mnie nieśli. A nawet mogę przewidzieć, w której mogile będę leżał, bo rozkopujemy je po trzydziestu latach, żeby złożyć ciało następnego brata.

Samo ciało, bez trumny?

Bez trumny. Tylko w kukulli, czyli symbolu zakonności.

Bez butów?

Bez.

Bose stopy?

Nie. W czarnych skarpetkach.

Dlaczego bez trumny?

Dlatego, że trumna w jakimś sensie zamyka człowieka, osłania go, oddziela. A mnisi traktują ciało jako ziarno, które wpadłszy w ziemię, ma obumrzeć i zakwitnąć nowym życiem. Poza tym mnich jest ubogi aż do końca, więc nie może sobie pozwolić na luksus, jakim jest trumna.

Czy mnich się boi śmierci?

Nie.

Każdy się trochę boi.

Mnich się boi, że nie podoła śmierci, że będzie panikował i okaże się człowiekiem małej wiary. A Jezus przecież mówi: Znacie drogę. Teraz idźcie za Mną. Mnichów śmierć raczej fascynuje, bo oni nie myślą o samym momencie przejścia, tylko o tym, co będzie, kiedy już zrobią ten jeden krok.

Dawniej, to znaczy przed soborem, po śmierci brata przez prawie miesiąc na jego miejscu w refektarzu stały: krzyż – malutka pasyjka, a także dwie świece i kubek, z którego pił, tyle że odwrócony do góry dnem. A jego porcję oddawano ubogim.

Piękny gest. Dlaczego z tego zrezygnowaliście?

Tak to bywa z reformami. Wydają się dobre i potrzebne, i pewnie takie są, ale czasami niechcący niszczymy wiele pięknych rzeczy.

Kiedy pochowaliście tu ostatniego brata?

Dwa lata temu.

Możemy pójść do niego na grób?

Tak. O tu. Brat Paul. Niezwykle delikatny człowiek. Był moim spowiednikiem. A tu jest pochowany ojciec Joseph, misjonarz z Kamerunu. Był mi bardzo bliski. Zmarł w 2012 roku. Wynalazł monastyczny Google. Przez całe życie wycinał z gazet najróżniejsze informacje i wklejał je do zeszytów. Był chodzącą encyklopedią, pytaliśmy go o wszystko, a on odpowiadał. Nie mówię, że Google spowodował jego śmierć, ale kiedy się pojawiła ta wyszukiwarka, to zrozumiał, że jego zeszyty nie mają już sensu.

Umiera brat. Z kościoła przewozicie go na cmentarz. Sami kopiecie dół?

Kiedyś kopaliśmy sami, teraz mamy specjalną koparkę. Mogiła, do której składamy ciało, to taka dziura obłożona deskami, żeby się nie zapadła.

Mogiła, w której trzydzieści lat wcześniej został pochowany inny brat.

Tak. Dlatego kopiemy bardzo uważnie. To, co zostanie, a niewiele zostaje, zbieramy i zakopujemy nieco głębiej. Powstaje taka bruzda w ziemi pod to ziarno, które ma obumrzeć. Brat leży na pasie płótna żaglowego, które jest zarazem formą całunu. Sześciu braci – dwóch po jednej, dwóch po drugiej stronie i po jednym przy głowie i nogach – po ceremonii pożegnania, po okadzeniu dołu, składa ciało brata do ziemi, rozwijając specjalne szarfy zwinięte w rolkę, które są pod zmarłym bratem. Ale wcześniej do tego dołu po drabinie schodzi jeden z braci, przyjmuje ciało, układa je, zakrywa twarz specjalną chustą i wychodzi z dołu, zabierając całun. Wtedy opat rzuca grudkę ziemi, zaprasza rodzinę do gestu ostatniego pożegnania i wszyscy wychodzą z cmentarza. Zostaje tylko ekipa, która zasypuje grób. Na każdej tabliczce jest tylko data śmierci. Nie piszecie daty urodzenia? Nie, bo data śmierci jest dla nas datą narodzin dla Pana Boga, dla nieba. Proszę też zauważyć, że nie ma nazwiska. Jest tylko imię – otrzymane na chrzcie albo zakonne, z nowego narodzenia.

Zmieniacie imiona?

Tak, możemy zmienić.

Ojciec nie zmienił.

Troszkę zmieniłem. Mam teraz na imię Mikaël.

Dużo tych tabliczek na niektórych grobach.

Możemy sobie wyobrazić, ilu braci tu pochowano. Każdy z nich był inny, a wszyscy razem na tym poletku. To nie jest poletko śmierci, to jest poletko wschodzenia do życia.

Wszystkie groby porośnięte bluszczem.

Niektóre się trochę różnią.

Tam jest kopczyk.

A proszę tu zobaczyć.

Ptaszek sobie siedzi.

To mogiła Gabriela, jednego z bardzo świętych braci. Ktoś postawił mu kosa. Nie wiemy kto, ale go też nie zdejmujemy. To bardzo sympatyczne. Kiedy przychodzimy tu, żeby się pomodlić, to myślimy, a przynajmniej ja tak myślę, że tak właśnie wyglądał Gabriel. To był taki mały, bardzo pokojowo nastawiony człowiek.

Czy na grobach zapala się znicze?

Nie. Tradycja francuska uznaje to za pogański zwyczaj. Kwiaty też bardzo rzadko się kładzie.

Nawet w Zaduszki?

W Zaduszki przychodzimy z procesją po mszy świętej i każdy grób jest błogosławiony i kropiony wodą święconą przez opata.

Rozmawiali Katarzyna Kolska i Roman Bielecki OP.

Fragment książki „Po co światu mnich?” wydanej przez Wydawnictwo W drodze.